Pan kucharz stołówkowy Flawian oraz dieta planetarna - Patryk Daniel Garkowski
W szkolnej stołówce czekały obiadki,
a każdy z obiadków był bardzo niesmaczny...
W śmietniku lądował niejeden obiadek.
Aż tak były one niezjadliwym łajnem?!
Zdrowe, niemięsne, roślinne obiadki
dla chłopców z tej szkoły były gównami...
Kupami, gównami, kupami, gównami!
Niejeden obiadek był wyrzucany!
Kupami, gównami, kupami, gównami.
Ciężko jest w szkole współczesnej kucharzyć...
A pyszny, przepyszny jest chłopców kał! -
ma on wspaniały, cudowny smak!
Kupa chłopczyka - o formie batona!
to dla Flawiana jest uczta wyborna!
Błagał on chłopców, błagał o kał!
Codziennie Flawian miał na to czas...
Mnóstwo pieniążków pan Flawian chłopcom płacił,
by móc spożywać ich kał doskonały!
Oszczędności Flawiana zżerały
właśnie takie nikczemne wydatki...
Ach, mnóstwo płacił on chłopcom pieniędzy,
by móc pożerać ich ekskrementy!
Żeby móc zjadać zdeptane pokarmy.
Nawet najgorszym ochłapem nie wzgardził!
Pożerał kupy - jak pyszne przysmaki...
I był karmiony przez chłopców butami...
Potężne kupska robiły chłopaki!
Ich pupy wielkie kupy wydalały!
Pyszny chłopców, pyszny kał!
Mniam, mniam, mniam, mniam.
Mniam, mniam, mniam.
Natomiast te szkolne i wstrętne niejadki
smaczne i zdrowe obiady marnowały!
Nie rozumiał tego pan Flawian.
On się lubował w chłopięcych łajnach.
Chłopcy obiadków nie doceniali.
Z obiadków robiły się prędko odpady...
Mnóstwo zostaje na chłopców talerzach!
Prawie wszystko do wyrzucenia!
Ci chłopcy głównie żądają mięsa!
Mięsa i mięsa!
Mięsa, wciąż mięsa!
Mięsa i mięsa!
Mięsa, wciąż mięsa!
Lecz ileż można jęczeć i prosić?!
Ileż się można domagać mięsa?!
Mnóstwo zostaje na chłopców talerzach...
Prawie wszystko do wyrzucenia...
Pan Flawian bardzo się denerwował.
Pan Flawian wielce się irytował.
Jednak miłymi myślami się pocieszał,
kiedy się musiał do chłopców uśmiechać...
Uwielbiał pełzać w chłopięcych odchodach.
Uwielbiał chłopców prostackich kupować.
Kupował chłopców - jak tanie dziwki.
Im lizać kochał po kupach odbyty!
Chłopcy nigdy nie są drodzy.
Za niewielką sumkę pozwolą lizać odbyt...
Pyszny chłopców, pyszny kał!
Mniam, mniam, mniam, mniam!
Mniam, mniam, mniam!
Ci chłopcy roślinnych obiadków nie jedzą,
albowiem oni preferują mięso.
Mięso i mięso.
Mięso, wciąż mięso.
Mięso i mięso.
Mięso, wciąż mięso.
Ale nie można wyłącznie spożywać mięsa!
Powinny o tym wiedzieć bydlęta!
Sami są oni jak bryły mięsa.
Jednak pan Flawian się do nich uśmiechał.
Przez takie bestie cierpi planeta!
Pan Flawian sobie na chłopców czekał...
Umrze z pewnością niebawem planeta.
Czy więc ta nowa dieta jest konieczna?!
Nic nie wskórają szkolne reformy...
Ludzkość na pewno wyginie - w przyszłości.
Wyłącznie chłopcy w tej szkółce tkwili;
jak co dzień do stołóweczki przyszli...
Wyłącznie chłopcy tkwili, jak ości,
w tej szkółce poddanej koszmarom reformy.
Pan kucharz Flawian za ladą stał.
By wydać obiadki już przyszedł czas!
Kolejkę sformujcie, kochani chłopcy! -
pan kucharz Flawian uprzejmie poprosił.
Chętnie by spożył młodzieńca odchody.
Nigdy mu tego nie było dosyć...
Kiedy pan Flawian na chłopców czekał,
to on się do nich przymilnie uśmiechał.
Niejeden obiad to będzie odpad,
lecz trzeba się wdzięczyć niczym automat...
Bardzo obiadków mu było szkoda.
Lecz trzeba mieć miny niczym automat.
Obiadek niejeden trzeba będzie wyrzucić!,
lecz trzeba uśmieszek serwować na buzi...
Pan Flawian poruszał się jak automat.
Nakładał na talerze raz po raz pokarm.
Co to za gówno??!! - krzyczy chłopaczek.
Ależ jest z niego okropny niejadek!
Niejadek, gagatek, wysoki niejadek
powinien być zawsze karmiony kałem!
Powinien karmiony być kałem za karę!,
za to że wstrętnym był on niejadkiem!
Niejadkiem, niejadkiem,
gagatkiem, niejadkiem.
Niejadkiem, niejadkiem,
gagatkiem, niejadkiem.
Taki okropny, niewdzięczny niejadek
powinien odchody spożywać już zawsze!
Powinien pełzać niczym dżdżownica!
i karmę psią uznawać za przysmak!
Powinien robić za wstrętną larwę!,
obrywać pejczem, rózgą bądź pasem!
Niejeden obiad to będzie odpad.
Niejeden obiad to będzie odpad.
Niejeden obiad to będzie odpad...
Poprzewracało się chłopcom w głowach!
Lecz trzeba uśmiechy chłopcom serwować!
Należy pracować niczym automat!
Tak, tak.
Tak, tak.
Tak, tak.
Tak, tak.
Pyszny jest chłopców świeżutki kał!
To ma być ta cała dieta planetarna?! -
któraś chłopięca istota spytała.
Dla jakiej planety ta dieta jest?!
Od tego rzygać aż mi się chce!
To pan powinien to wszystko zjeść!,
a nie nas karmić tak bardzo źle!
Pan Flawian chłopcom starał się tłumaczyć.
Starał się przemówić do tej mięsnej masy:
Ależ nie można tak komentować!
Ze smakiem obiadki musicie pałaszować.
Podany obiadek należy zjeść,
inaczej z dzieckiem może być źle!
Wyliżcie talerze swoje do czysta! -
pan Flawian chłopczyków pięknie upominał.
Zamknij mordę, ty żałosny śmieciu!
Ohydne jest to, co tu mam na talerzu!
Chłopcy, chłopcy, proszę, spokojnie!
Zachowujcie wy się godnie!
Na stołówce chłopaczek kochany
siedzi grzeczniutko, wyprostowany.
Tak, tak.
Zamiast tyle, tyle gadać,
powinniście już zajadać!
Niech wam aż uszki się trzęsą!
Choć to nie będzie jedzone mięsko...
Wyliżcie talerze swoje do czysta -
pan Flawian chłopczyków pięknie napominał.
Przepyszne posiłki wy zjedzcie calutkie,
a potem wytrzyjcie swe piękne buzie.
(Buzie tych chłopców niewyparzone!
powinny!
zostać!
zalane!
wrzątkiem!
Och, tak!
Tak, tak,
tak, tak,
tak, tak.)
Pyszny chłopców, pyszny jest kał!
Wystarczy zaledwie króciutka myśl,
by w spazmach rozkoszy jak robak się wić!
Pan Flawian wielce się denerwował.
Pan Flawian bardzo się irytował.
Ale nic nie mógł zrobić z tą ciżbą...
Musiał być miłą, uprzejmą maszyną...
On musiał zważać na swoje słowa,
by nie wywołać wściekłości w chłopcach.
Takie łajdaki by mogły go zabić!,
kiedy pan Flawian byłby po pracy...
Sam powinieneś gówna te zjeść!
Sam powinieneś wszystko zeżreć!
Powinieneś ty z naszych podeszw
wylizywać te gówna żałosne.
Ach, co za chłopcy bezczelni!
Nie akceptują oni tej diety,
ogromnie
dobrej
dla naszej
kochanej,
błękitnej
planety...
Chłopcy, bardzo wygłodniali,
bardzo się zdenerwowali!
Wbiegli do kuchni niczym zwierzęta.
Wnet rozpoczęła się straszna udręka!
Pana Flawiana ci chłopcy karmili.
Pod nos dawali mu swe buciki.
Brudne buciki to nie talerze!
Należy obiady spożywać grzecznie.
Butów podeszwy lizał pan Flawian.
Pyszna to była zdeptana strawa!
Wspaniale móc lizać młodzieńców buty!
Wspaniale pożerać młodzieńców kupy!
Zlizuj mi to z moich podeszw! -
straszne słowa wyrzekł chłopiec.
Flawian musiał chłopców słuchać.
Poprzewracało im się w pupach!
Nie można żadnego jedzonka marnować!
Wie o tym każda rozsądna persona!
Zlizuj jedzenie wprost z moich podeszw! -
oznajmił inny okrutny chłopiec.
Masz ty to wszystko zdeptane zjeść!
Inaczej zaraz zabiję cię!
Chłopcy kopali pana Flawiana.
Uczta ta była wręcz doskonała!
Chłopcy deptali swoje obiadki,
panu swe buty podstawiali.
Pana Flawiana chłopcy opluwali
i przyprawiali jedzenie melami.
Lecz każdy posiłek się w końcu kończy.
W końcu odeszli ci podli chłopcy.
Pan Flawian z kolei bardzo był zadowolony,
że tak dręczyli go piękni chłopcy.
Lecz nie pokazał tego po minach.
Szczęśliwy był on jedynie w myślach...
Czy jest potrzebna dieta planetarna?!
I tak przecież ludzkość czeka zagłada!!




