Patryk Daniel Garkowski
wtorek, 17 lutego 2026
poniedziałek, 9 lutego 2026
(całość wiersza) O chłopcu zawiązującym sobie sznurówki butów - Patryk Daniel Garkowski
O chłopcu zawiązującym sobie sznurówki butów - Patryk Daniel Garkowski
Przyszedł i postawił na mnie swe nogi.
Jego cudne buty miały brudne podeszwy...
Jeden i drugi był brudny but chłopca.
Mogłem to wszystko dostrzec z bardzo bliska...
Raz jedną, raz drugą nogę
on na mnie
postawił
swobodnie,
jak i arogancko...
Trwało to tylko przez krótki moment...
Trwało to tylko przez drobną chwilę.
Zawiązując sobie sznurówki,
ów chłopiec stał w pochylonej pozie.
Jego podeszwy śmierdzących butów
niezmiernie były brudne i piękne!
Tak bardzo chciałem lizać mu podeszwy,
kiedy on wiązał sobie sznurówki!
Ale nie mogłem - jestem tylko pustakiem.
Nie mam zbyt wielkich możliwości...
Mogę mieć jedynie nadzieję,
iż chłopczyk ten o mnie będzie pamiętał,
mimo że jestem jedynie pustakiem...,
mimo że jestem jedynie rzeczą...
niedziela, 8 lutego 2026
(całość wiersza) O robotnicy gromadzącej mnóstwo książek w swoim małym mieszkanku - Patryk Daniel Garkowski
O robotnicy gromadzącej mnóstwo książek w swoim małym mieszkanku - Patryk Daniel Garkowski
Pewna pani robotnica,
okularnica
(jej miejsce pracy to była fabryka),
gruba,
wstrętna,
przysadzista,
emocjonalnie niestabilna,
wyglądająca
jak
żaba,
kałamarnica,
istna,
istna
czarownica,
okropna, obwisła
padlina,
stosy książek zgromadziła...
Ileż ich ona pomieściła!
owa zgryźliwa chomica!
Gdyby odwiedził ktoś jej mieszkanko,
mógłby zapoznać się z jej złą manią...
Książki natychmiast drogę mu zajdą,
albowiem wszędzie się one walają!
Książeczek stosy,
książek zwaliska...
Tam książek istna jest lawina!
Ów pani to książek jest zakładniczka!
Z ilością książek ona przesadziła...
Półki od książek się zapadają!
Książki z ledwością regały dźwigają!
Zaś gdyby spadły, to tej purchawce
tłustą, ohydną buzię rozkwaszą!
Och, tak.
Bardzo w mieszkanku tym jest ciasno.
Półki aż z bólu ciężko wzdychają!:
- Uch, jaki ciężar! Ach, jak nas boli!
Już dosyć książek, już dosyć, dosyć!!
Błagamy, prosimy, nie kupuj więcej książek!
Ty spasła krowo, w nich w końcu utoniesz!!
Regały okropnie się denerwują:
- Nigdzie nie możesz ruszyć swą dupą!
Znowu kupiłaś z papieru paskudztwo!?
Ach, co ty masz pod kopułą?!
Radzi kobiecie cierpiące biurko:
- Ty głupi molu, rusz spasłą główką!!
Zbyt wiele trzymasz na mnie książeczek!
Od nich ja kisnę, ja cierpię, blednę.
Zaś jeden z regałów ma takie pretensje:
- Ach, tutaj książek okropny jest bezkres!
Dźwiganie ciężarów nie jest przyjemne!
Powinnaś mieć to na względzie!
Powinnaś mieć to na względzie,
a nie wkładać książek, ile wlezie!
Ech!
Ale ten wstrętny molik książkowy
na takie słowa jest bardzo odporny...
Ciągle kupuje książeczek stosy;
jej nowych książek nigdy nie dosyć!
Wokół książeczek wykonuje loty.
Książki na półkach, regałach tłoczy.
Wciska książeczki na siłę, na siłę.
Już te książeczki się pną przy suficie!
Nie chce organizm przejrzeć na oczy.
Nie umie pragnień trzymać na wodzy...
Wokół książeczek ta pani lata.
Bezmyślnie strony książek przewraca.
Jedną książeczkę sobie przegląda
i nagle inną ten molik wyciąga.
Wyciąga, chowa, wyciąga, chowa.
Taka jest książek tej pani dola...
Wyciąga, chowa, wyciąga, chowa.
Nie jest ta pani ani trochę mądra...
W mieszkanku tego książkowego mola
tkwią książek
potworne
złoża.
Tonie ta pani
w książeczek
stosach,
tonie w ich strasznych stosach!
Wszędzie w mieszkaniu są książek zarośla.
I wiele książek pokrywa folia...
Niektórych książek nie rozpakowuje,
tylko je rzuca za siebie z hukiem!
Książki w mieszkaniu się wszędzie walają.
Bardzo jest trudny w mieszkaniu transport.
Choć ledwie się pani w mieszkanku przeciska,
to ciągle kupuje z papieru świństwa...
Trudno jest darzyć tą panią sympatią...
Odpychającą jest wielce babą!
Nowe książeczki pieniążki pożerają.
Pani popadła w okropną skrajność.
Żadna z niej bibliofilka!
To jedynie: robotnica!,
głupia, wstrętna lafirynda!
i zarozumiała świnia!
Książek, książek chomikowanie
uzależnieniem po prostu mi pachnie.
Ta pani ma w swoim mieszkaniu bajzel.
Rozrzuca książki gdzie popadnie.
I ciągle nowych książeczek pragnie!
Z książek formuje za hałdą hałdę...
Za hałdą hałdę, za hałdą hałdę...
Jest to, doprawdy, bardzo niefajne!
Z książeczek nader wysokie hałdy
stały się jakby geologicznymi formami.
Och, doprawdy.
Patologiczne to gromadzenie.
Więcej książeczek, więcej książeczek!
Więcej książeczek, więcej książeczek!
Aż nie pomieści mieszkanko już więcej...
Zaburzana półkowa tektonika.
Książki kupuje kałamarnica,
ohydna, obrzydła, otyła robotnica,
odstręczająca i nader bezmyślna.
A przecież ona wiedzieć powinna,
iż czas na książki okrutnie wpływa...
Po pewnym czasie z papieru książki
zmienią się, zmienią w niesmaczne prochy.
Nie są przecież wieczne książki.
Wszystko dąży do nicości...
A co się stanie z owymi książkami
po śmierci kobiety, po śmierci tej chamki?
Czy te jej książki zostaną wyrzucone?
Antykwariaty je kupią za grosze?
Za grosze, za grosze, podkreślam, za grosze!
Wszystko rozkłada się w końcu w przyrodzie...
Ta pani chomiczka o tym w ogóle nie myśli.
Cieszy się, kiedy na książki ma zniżki...
Ciągle i ciągle książeczki kupuje.
Ma krzywe zęby i brzydką buzię.
Czyż ona myśli, że stanie się mądra,
gdy będzie książek poszerzać swe złoża?,
gdy się pozwoli na książki naciągać?,
gdy je kupować będzie wciąż skora?
Ach, nadal będzie tylko robotnicą,
mrówką wstrętną
i gadziną,
molem,
muchą,
lafiryndą,
ćmą
otyłą,
a co więcej
cielesną,
ohydną,
obrzydłą
ruiną!
Tak, tak!
Ów patologiczne gromadzenie książek,
w istocie, uznaję za straszną chorobę.
Ale ta krowa choroby nie jest świadoma!
Gromadzi ciągle książeczek złoża...
Ciągle książeczki zawzięcie kupuje
i z tym - co dziwne - dobrze się czuje...
Od książek kupowania ona jest uzależniona.
Uzależnienia to typ i rodzaj.
Będzie dalej w swej obsesji trwała,
póki nie zostanie śmiercią zasypana.
A kiedy wejdą ludzie do jej mieszkanka,
zobaczą książek piętra i stada...
Piętra i stada, piętra i stada.
Czyszczenia będzie mieszkanko wymagać!
Może te książki będą aż fruwały
(wyswobodzone od swojej złej pani)?!
Przerażą się ludzie, ile książek zgromadziła
ta stara, okropna, bezmyślna chomica!
Coś będzie trzeba z książkami zrobić.
Mieszkanko zasiedlą nowi lokatorzy.
Będzie to familia - sądzę - nowoczesna,
nie szukająca w książeczkach szczęścia!
(całość wiersza) Podrzucanie wnuczka dziadkowi (i jego żonie) - Patryk Daniel Garkowski
Podrzucanie wnuczka dziadkowi (i jego żonie) - Patryk Daniel Garkowski
Przed domkiem dziadka zaparkowała
jego córeczka - dorosła mama.
Była to pani dosyć otyła,
głupia,
leniwa
i prymitywna...
Tak, tak.
Bardzo lubiła ta pani bimbać...
i swego ojca w opiekę wikłać!
Tak, tak.
Dziadziusia domek = wspaniała świetlica!
Tam jej dzieciątko się mogło pożywiać!
Mniam, mniam.
Za darmo mogło tam jeść posiłki.
Nikt za to matki nie będzie winić...
Mniam, mniam.
O swoje dzieci nie troszczy się kukułka,
lecz swe potomstwo zręcznie podrzuca,
po czym unosi dumnie swą głowę
i odlatuje niezwłocznie...
Tak, tak.
Co chwilkę dziobała ptasia maszynka.
Mamusia się pozbyć chciała szkodnika!
Tak, tak.
Szybciutkie ruchy wykonuje automat.
Syn tej kobiety ją dręczył bez końca...
Tak, tak.
Jej mały synek jej często przeszkadzał,
dlatego chciała, żeby był u dziadzia...
Tak, tak.
Toż to darmowa, bezpłatna niańka!
i nie konieczna będzie zapłata!
Tak, tak.
Różne na świecie są żerowiska.
Matka za rączkę dziecko chwyciła
i powiedziała tak:
„Wychodź ty z auta, przewstrętny gówniarzu!
Szybciej, no szybciej!
Ty drałuj, drałuj!”
Ta pani prędko wyszła z pojazdu.
Śpieszyć się zawsze miała w zwyczaju...
I już oboje szybko dreptali,
dreptali szybko, jak głodne ptaki.
Dreptali szybko, jak miejskie gołębie.
Dziadziuś w rodzinie to wielkie szczęście...
Dziadziuś swojego drogiego wnuczka
powinien
mieć
zawsze
na względzie.
Nie powinien on go odtrącać,
gdyż
to
byłoby,
po prostu,
wstrętne,
a także
niegrzeczne...
Zaś w dzisiejszym świecie ludzie się śpieszą,
bo różne sprawki
przed
nimi
się
piętrzą.
Tak, tak.
„Ja nie mam czasu! Ja nie mam czasu!
Szybciej, no szybciej, ty wstrętny gówniarzu!
Ja cię zostawiam tutaj, na ganku.
Pamiętaj, mój drogi, o podziękowaniu.
Ty dziadziusiowi pięknie podziękuj -
mówiła matka praktycznie w biegu -
że on się tobą zaopiekował,
iż on przygarnął takiego pączka.
Takiego potwora!,
takiego tłuściocha!
Cię nienawidzę,
istoto krnąbrna!
Ale twój dziadziuś nie jest wcale lepszy od ciebie!
Spałby on, spałby całe dnie najchętniej!
Stary, obrzydły pierdziel!!
Tak, tak.
Jak ja go nienawidzę!
Nie kocham go ani odrobinę.
To że nie kocham mojego ojca,
powinno być dla ciebie oczywiste...
Ów stary, głupi, obrzydły leniuch
myśli jedynie o własnym szczęściu!
Ów stary, żałosny, obrzydły cap!,
wiecznie drzemiący i śpiący gad!,
na stare lata obrzydły gach!
ma zawsze wolny praktycznie czas!
Tak, tak.
On ciągle myśli o kopulacji,
mimo że jest już okropnie stary...
On i jego żałosna żonka
mogą się tobą zaopiekować...
Tak, tak.
Ja wcale nie zdziwię się, gdy od seksu
zawału dostanie ten stary nieuk!
i flejtuch!
Tak, tak.
I wcale nie zdziwię się, gdy od seksu
udaru mózgu dostanie w tym wieku...
Tak, tak!
Ach, nienawidzę tego pierdziela.
Powinien on z wnusiem swój czas wolny spędzać!
Tak, tak.
To jego zasrany jest obowiązek!
Innej nie mamy rodziny w rejonie...
Tak, tak.
Ów stary, żałosny, obrzydły cap!,
wiecznie drzemiący i śpiący gad!,
na stare lata obrzydły gach!
ma zawsze wolny praktycznie czas!
Ciągle on myśli o kopulacji,
mimo że jest już okropnie stary...
W takim wieku nie można kopulować -
tego powinna zabronić mu żonka.
Tak, tak.
Ty zażądaj jedzenia, gdy będziesz głodny.
Podziękuj ty także za opiekę swej „cioci”.
Tak, tak.
Na jego małżonkę mówimy bowiem: „ciocia”.
Ty możesz ów babcię bardzo denerwować!
Tak, tak.
Ty możesz po domu wściekle się miotać.
Możesz traktować ją niczym wroga.
Tak, tak.
Ty możesz: być dla niej niczym huragan,
po domku niezwykle wściekle latać
i smakołyków się domagać.
Och, tak.
Nie jesteś z nią wcale spokrewniony.
Czuj się tam, jakbyś wszedł do gospody!
czy do obory!
Tak, tak.
Ty zaproponuj zabawę w chowanego,
bo bieganie
wówczas
jest
ważną
materią.
Tak, tak.
Wielce nienawidzę twojego dziadka.
Wiecznie mu w głowie kopulacja...
W takim wieku nie można kopulować -
tego powinna zabronić mu żona!
Lecz ona uważa, iż to jej obowiązek:
przyjmować do swego
wnętrza
to
stare,
ohydne,
obrzydłe,
zwiędnięte,
usychające
prącie!,
ach,
wiecznie
seksu
się
domagające...
To jest, doprawdy, doprawdy żałosne...”
Wnet mamusia odjechała.
Jej kapsułka już jechała.
Sama jechała owa kapsuła.
Podróż mamusi była niedługa.
Do domku swego niedaleko miała.
Integrować chciała dziadzia.
Integracja, integracja
to materia wielce ważna!
Prawda??
Integracja, integracja
to na przykład kopulacja!
Tak, tak!
Trzeba, należy się integrować!
W chlewie wzajemnie liże się trzoda.
Zaś pieski liżą sobie odbyty.
Dziadziusie wielbią chłopców kończyny!
Tak, tak.
Właśnie to w ramach integracji
sobie
nawzajem
dokuczają
chłopaczki.
Tak, tak.
Zaś wnusio i dziadzio muszą się integrować.
Ach, prawda społeczna
to
dla
matki
komfortowa...,
wygodna,
wygodna,
oj,
bardzo
wygodna...
Tak, tak.
Pozostawiła mamusia gołąbka.
Na ganku kręcił się ludzki owad.
Pa, pa!
Wokół po mamie nie było już śladu.
A wnusio ten jeszcze nie jadł obiadu...
Mniam, mniam.









