czwartek, 26 lutego 2026

(całość wiersza) Urban i pomarańcze - Patryk Daniel Garkowski

 












Urban i pomarańcze - Patryk Daniel Garkowski

Mój Urbanie, mój Urbanie!, 
zbierający pomarańcze,
czy przez ciebie 
został 
dzisiaj
zdeptany 
jakiś 
robaczek?!

Gdy pracujesz na plantacji,
bardzo pocą ci się paszki,
bardzo pocą ci się stópki,
bardzo brudzą ci się nóżki...
Ajajaj!

Soczyste owoce twe rączki zbierają.
Pozwól mi darzyć ciebie przyjaźnią...
Korzystną dla ciebie sympatią...

Pozwól mi lizać twe brudne stopy!
Niech mocno kopią mnie twoje nogi!
Och, tak.

O te roślinki wspaniale się troszczysz.
Patrzeć uwielbiam na twoje stopy!

Ja godzinami mógłbym je wielbić.
Mógłbym je wielbić 
do samej śmierci!
Tak, tak.

Chcę przed twoimi stópkami pełzać!
Pragnę doznawać od ciebie cierpienia!

Jak gąska pragnę do ciebie gęgać.
Gę!, gę!

Mój Urbanie, mój Urbanie!,
czy zechcesz
podeptać
dla mnie 
którąś
pomarańczkę?
Proszę ja ciebie o to ładnie!
(ja lubię patrzeć na chłopców deptanie).

Czy mógłbym za darmo wielbić twe stópki?
Je wąchać i lizać - jak pies posłuszny?
Wielbienie oznacza: lizanie, wąchanie,
a także obcałowywanie... 

Ach, twoje stopy są wielce spocone!,
wielkie!
i brudne!,
ogromne!,
urocze!

W tym sadzie pracujesz zawsze samotnie...

Mogę ja dać ci niewielki pieniążek...

Mogę zapłacić za twe usługi...

I tak w tym sadzie się teraz nudzisz!
Prawda?!
No sam przyznaj, że tak...
Nie mylę się nigdy - jestem filozofem.
A filozofowie nigdy się nie mylą, mój kochany, drogi chłopcze.

Przecież ty teraz odpoczywasz...

Nikt by tej naszej zabawy nie widział...

Roślinki 
piękne 
(pomarańczowe)
ukryją 
perwersje,
wszelkie
podłości
przed
wścibskim 
ludzkim
wzrokiem.
Naturalnie że tak.

Nikt tutaj nas nie zobaczy.
I nie uniknę umówionej zapłaty.

O to nie musisz się wcale martwić.

Zaraz 
zabierzesz 
się 
do 
swojej 
nędznej
i
ciężkiej
pracy!

Oto nikt nas nie zauważy!

Lecz najpierw pragnę udzielić ci dobrej rady.
Brudne powinny być zawsze chłopaczki.
Chłopcy powinni mieć swoje stopy
w stanie nad wyraz, bardzo okropnym.

Tym lepiej, im jesteś bardziej brudny!
Nie możesz myć ciała,
kończyn,
stópek,
paszek
ani chociażby 
swej
pięknej
pupki!

Bardzo się cieszę, że ty ów części ciała w ogóle nie myjesz!

Wspaniałym ty jesteś, według mnie, ogrodnikiem!

Twoje 
przepiękne 
brudu uprawy
wielce,
bezbrzeżnie
mi
zaimponowały!  
W istocie, doprawdy!
Tak, tak.

Czuję twój zapach z bardzo daleka
(bardzo nasila on me pragnienia...).

Ja dam ci pieniążka za twe usługi,
lecz musisz być dla mnie bezbrzeżnie okrutny!
Tak, tak.

Daj ty mi dostęp do twojej pupy.
Okrutne wykonuj swym ciałem ruchy.

Nie możesz ty nigdy, przenigdy się myć!
Ja pragnę z tobą jak robak żyć...

Traktuj mnie, chłopcze, tak jak robaka!,
chociaż ja mieszkam aż w dwóch pałacach...

Ja mam aż dwa pałacyki!
A w każdym z nich
nie brakuje
piwnicy...

Są tam bardzo mroczne lochy.
Tam się dobrze czują chłopcy!

Żaden ze mnie jest oprawca.
Lecz najgorsza ze mnie larwa!
Czyż to nieprawda?, czyż to nieprawda?!
Przez moje usta wypływa prawda.

Ty traktuj mnie, traktuj niczym robaka!,
albowiem taka jest ma fantazja.

Normami żadnymi ty się nie przejmuj.
Nie bądź ty dla mnie w ogóle uprzejmy.

Na tym podłym i wstrętnym świecie
takie perwersje są bardzo piękne! 
Mogą zapewniać one szczęście,
zapewniać mogą rozkosze wielkie!

Ach, mój drogi Urbanie,
można zaznawać rozkoszy nieustannie...

Rozkosze trwające całymi godzinami
stanowią stan 
do osiągnięcia 
nader,
bardzo
łatwy.

Nie można po prostu uwalniać swej spermy!
Niech się jej mnóstwo w twym ciele kłębi. 

Ty depcz mnie!
i wchodź mi 
na 
moje 
plecki!

Na moją buzię!

I bądź 
bezczelny!

Ach,
dotykaj 
mej 
buzi
swoimi 
spoconymi
girami!

Ty bądź okrutny oraz wielce arogancki!

Pod nos mi podtykaj do wąchania swe stopy -
będzie to prezent dla mnie uroczy. 

Urbanie, musisz być bardzo arogancki,
a także bezbrzeżnie bezczelny!

Musisz być taki, 
jeżeli 
pragniesz
zarabiać 
na mnie 
mnóstwo,
ogromnie 
wiele
pieniędzy!
Tak, tak!,
tak, tak!,
tak, tak!

Kwa, kwa!,
kwa, kwa!,
kwa, kwa!

Ze mnie larwa! 
Jestem ptak! 

Dziobię pośród pomarańczy.
Racz mnie, dziecię, kopniakami! 

Kop mnie, kop mnie, kop mnie ciągle!,
kop mnie, chłopcze, choćby w głowę!

Wszystko zdzierżę! Wszystko zniosę!
Kop mnie nawet w moją głowę!

Wszędzie 
kopy
będą
dobre!,
znakomite!
i wyborne!

Kop mnie nawet teraz, chłopcze!
Kop mnie teraz, teraz, dobrze?!

I najlepiej nie noś żadnego ubranka.
Pogoda przecież jest bardzo upalna...

Kiedy słoneczko tak bardzo przygrzewa,
to chłopcy nagie mają ciałeczka!

A zatem jaka jest twa decyzja?!

Jestem bardzo bogaty... - 
o tym
nie zapominaj...

Mój Urbanie, mój Urbanie,
zdepczesz 
dla mnie
pomarańczkę?!
Ja cię proszę o to ładnie!

Nie odmówisz, 
gdy prosi cię 
mędrzec,
bogacz,
filozof-
staruszek,
arystokrata...
Ach!

Starszych ludzi szanować trzeba!
Wysoka 
jest moja 
pozycja
społeczna...

O tym zechciej, kochany, pamiętać.
Ty spełniaj me wszystkie 
(dla ciebie korzystne i dobre) 
pragnienia...

Wiele ty przecież możesz zyskać!
Z nędzy ty możesz prędko się wyrwać!

Ja nie uwiężę ciebie w mym lochu,
podpuszczając cię po trochu...

Nie musisz ty wcale się mnie obawiać.
Dalej, 
niech będzie,
przez ciebie,
zdeptana
słodziutka
i dorodna
pomarańczka!

Jesteś przecież wszak ubogi.
Pozwól wielbić twoje stopy!,
twoje części
cielesnej
powłoki,
zanim ty dojdziesz 
do 
obrzydłej,
ohydnej 
starości...,
zanim zostaniesz
niczym 
zgniły
owoc
przez naturę
wyrzucony!
i rozłożony!

Urban i pomarańcze - Patryk Daniel Garkowski

 


https://ebookpoint.pl/ksiazki/urban-i-pomarancze-patryk-daniel-garkowski,s_02qb.htm#format/e

czwartek, 19 lutego 2026

(całość wiersza) Cień na ścianie - Patryk Daniel Garkowski

 


Cień na ścianie - Patryk Daniel Garkowski


Och, ja widzę cień na ścianie!

On nasuwa na myśl spanie.


Ale również i deptanie!


Buziulki 

butami 

uciskanie...,

przez chłopca 

lekkie 

przydeptywanie...

(odpowiednio jednak delikatne!)


Tak wolę przyjąć sobie właśnie!

O wiele lepsze jest to niż spanie!

O wiele, o wiele to ciekawsze!

Znacznie, znacznie, och, znacznie...


Och, ja wiem, ja wiem, ja wiem...

Wielce przebujną mam wyobraźnię!


Nie jest widoczny tu żaden chłopaczek.

Nie jest to żadne deptanie, 

ale

stanowczo 

to 

nudne 

kogoś

spanie...,

po dniu ciężkim

odpoczywanie...


Owszem, być może..., 

jednakże, mimo wszystko,

w tym niezwykłym, analizowanym optycznym zjawisku

buzię depcze wysoki chłopaczek,

będący tego 

niezwykłego cienia 

istotnym

i integralnym

dodatkiem!

Tak, tak!


To zależy tylko ode mnie,

co uznam, iż jest cieniem...


A choć chłopaczek jest niewidoczny,

to nic, zupełnie, wcale nie szkodzi!

 

Może być przecież bardzo łatwiutko,

bez przeszkód przeze mnie wyobrażony...


Ten pan ma buziulkę troszkę spłaszczoną,

jakby przez chłopca 

dość rozkwaszoną

poniżoną...


Cóż więc ten cienik mi przypomina?

Ach, buzię zdeptaną przez złego chłopczyka!

Tak, tak.

Tak, tak.

Tak, tak!


Właśnie zamknięte ofiara ma oczy,

gdyż buzię jej dręczy swym butem chłopczyk...


To żaden sen jest dobry i błogi,

lecz stan 

to 

cierpień 

długi,

okropny!


Deptać lubią buziulki chłopcy!

Lubią na twarzach stawiać buciory!


Brudne, 

wielce 

brudne 

buciory!

A także bose, spocone stopy! 

Tak, tak!


Brudne buciory, spocone stopy!

stawiają ludziom na twarzach chłopcy!


Pan wcale nie śpi sobie słodko!

Mu prosto w oczy zaświeca słonko!


Ten cień mi w pełni przypomina 

bardzo 

biednego pana,

którego buzia 

jest właśnie 

deptana!,

spłaszczana!

Och, tak!

Tak, tak.

Tak, tak.


Deptana przez chłopca bezbrzeżnie podłego

i odpowiednio 

wysokiego,

rozjuszonego,

aroganckiego

i bardzo 

wściekłego,

a i w dodatku

ogromnie

zdenerwowanego,

sfrustrowanego,

wyładowywać

frustracje,

wręcz

na cały 

świat,

chcącego...,

pragnącego...


Przydeptywana 

butami 

przez okrutnego 

młodzieńca

właśnie 

się 

taka 

stała 

buziuleńka...

Och, tak.

Tak, tak.

Tak, tak!


Jakby więc nieco jest rozkwaszona

i nieco ona jest spłaszczona,

gdyż właśnie bucik się w nią wciska

podłego nieziemsko chłopczyka...


Z kolei chłopiec jest zadowolony,

iż tak ofiarę swą upokorzył!


Tak ja go sobie wyobrażam.

To jest istota wielce arogancka...


Ów chłopiec wielce jest arogancki,

ale w deptaniu jest delikatny...


Nie chce on swojej ofiary zabić,

nie chce poważnie swej larwy zranić.


Biednemu panu nic się nie stało!

Deptanie było dla niego frajdą! 


Tak właśnie pragnę sobie wyobrazić.

O zdrowie pana nie muszę się martwić!


Ach,

buziuleńka 

delikatnie

przydeptana,

intensywnie,

chociaż lekko,

niczym ziemia udeptana

przez 

wspaniałego,

wysokiego

chłopaczka

prędziutko 

wróci 

do 

stanu

równowagi...

O to nie trzeba się w ogóle martwić...

Nie, nie.


Na stałe z pewnością się ona nie odkształci!

ani nie skaleczy!,

ani nie rozpłaszczy!,

ani się ona nie rozkwasi,

ani ta buzia się poważnie nie zrani!

Nie trzeba się o to zupełnie martwić.


Owa buziulinka szybko powróci do normalnego trybu życia!


Zaś chłopczyk kochany 

odejdzie 

w swych

brudnych,

cuchnących 

bucikach...


Buziulka ofiary

normalnie,

standardowo

stawi

się,

za moment,

za chwilkę,

w swojej

ciężkiej,

przeokropnej

i

wstrętnej

pracy...,

gdzie będzie musiała 

komunikować 

się

z obrzydłymi 

ludzkimi

organizmami...,

gamoniami... 


Twarze ludzi, 

chociażby 

starszych, 

nad wyraz chętnie depczą chłopaczki!

Tak, tak!


Należało 

na to 

podczas 

analizy,

mej

interpretacji

niezwykłego,

chwilowego

zjawiska 

optycznego,

a zatem

cienia 

zważyć...


Z kolei ten drugi cień 

(widoczny po mojej prawej stronie)

nie obchodzi mnie zupełnie wcale.


On, w przeciwieństwie do lewego optycznego zjawiska,

nie zachęca mnie do fantazjowania ani do rozmyślań...


On nie zaabsorbował mojej uwagi, nawet na drobną chwilkę.

Tak jak ten pierwszy, za moment zresztą zniknie...


To stanowi nieuniknione,

mój drogi, 

kochany, 

najmilszy

chłopcze...


Ach, mnóstwo cieni powstaje na świecie... -

i to jest dobre oraz potrzebne.


Oto mogę wybrać sobie chłopca,

który najbardziej mnie pociąga...


Powinien być to młodzieniec piękny,

okrutny,

arogancki,

bezczelny

i o jasnych włoskach...

Choć przecież, w istocie,

nie jest ze mnie persona, 

w tej materii,

wybrzydzająca!

Cień na ścianie - Patryk Daniel Garkowski

 


https://ebookpoint.pl/ksiazki/cien-na-scianie-patryk-daniel-garkowski,s_02q6.htm#format/e

poniedziałek, 9 lutego 2026

(całość wiersza) O chłopcu zawiązującym sobie sznurówki butów - Patryk Daniel Garkowski

 


O chłopcu zawiązującym sobie sznurówki butów - Patryk Daniel Garkowski


Przyszedł i postawił na mnie swe nogi.

Jego cudne buty miały brudne podeszwy... 


Jeden i drugi był brudny but chłopca.

Mogłem to wszystko dostrzec z bardzo bliska...


Raz jedną, raz drugą nogę 

on na mnie

postawił 

swobodnie, 

jak i arogancko...


Trwało to tylko przez krótki moment...

Trwało to tylko przez drobną chwilę.


Zawiązując sobie sznurówki,

ów chłopiec stał w pochylonej pozie.


Jego podeszwy śmierdzących butów

niezmiernie były brudne i piękne!


Tak bardzo chciałem lizać mu podeszwy,

kiedy on wiązał sobie sznurówki!


Ale nie mogłem - jestem tylko pustakiem.

Nie mam zbyt wielkich możliwości...


Mogę mieć jedynie nadzieję,

iż chłopczyk ten o mnie będzie pamiętał,

mimo że jestem jedynie pustakiem...,

mimo że jestem jedynie rzeczą...