niedziela, 4 października 2026

(całość wpisu dziennikowego/pamiętnikowego) 3 października 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

 


3 października 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

   3 października 2026 roku, będąc w Płocku, natrafiłem na chłopca, który właśnie trzepał dywan na swoim balkonie. Dywanik, całkiem sporych rozmiarów, wyglądał na starodawny i cechował się on roślinnymi wzorami. Ów młody człowiek używał do swojego działania solidnej trzepaczki. Co chwila tym przedmiotem uderzał w dywanik. Przez moment pomyślałem, że to ja jestem tym dywanem... Lecz myśl ta była ogromnie, bezbrzeżnie przykra.

   Balkon zaś stanowił część mieszkania w bloku i znajdował się na takiej wysokości, że cały, caluteńki kurz, pył z owego dywanu leciał, opadał prosto na przechodniów, brudził ich niemiłosiernie. W przechodzących ludzi kurz, pył z dywanu trafiał z łatwością. Uznałem, że jest to oburzające, niedopuszczalne, nieakceptowalne! Oto postanowiłem zainterweniować. W związku z zachowaniem młodego, zdemoralizowanego obywatela rozpocząłem moją resocjalizacyjną przemowę do niego. Oto działania z zakresu resocjalizacji, pedagogiki mogą być inicjowane, wdrażane doraźnie, od razu po zauważeniu nieprawidłowych zachowań czy postaw młodych ludzi. Jako przykład pragnę tu przywołać tak zwany streetworking oraz pedagogikę ulicy. 

   Przemówiłem do aktywnego ludzkiego organizmu płci męskiej, który miał (uznałem tak w wyniku przeprowadzenia krótkich oględzin) około szesnaście lat. Poinformowałem łotra, pouczyłem tego młodego obywatela, iż kurz z trzepanego właśnie dywanu leci, cały czas leci na przechodniów, trafia kurz, brud z dywanu w przechodzących ludzi, w pieszych uczęszczających po chodniczku. Chłopaczek nie może krzywdzić przechodniów, szkodzić im, jakkolwiek, w żaden sposób. Chłopiec powinien natychmiast przeprosić za swoje zachowanie - wydałem polecenie aroganckiemu przestępcy.

   Niestety, to pouczenie spotkało się z wyśmianiem - oto prostacki chłopiec nie przejął się, on zaśmiał się ze mnie, po czym on na mnie dwukrotnie splunął. Prócz tego ów łajdak zagroził, że skopie mnie i zbije mnie nader mocno swoją trzepaczką po pupie i że zawinie mnie w swój starodawny dywan, i będzie mnie trzymał w piwniczce (blokowej komórce piwnicznej) przez wiele dni, jak dżdżownicę, larwę. Ach, od razu sobie to wyobraziłem!, szczerze wyznaję. Nadto on zacisnął swą młodą dłoń w pięść. Wyraził on gotowość do przemocowych, złych i brutalnych działań, przedsięwzięć. Poczułem wielkie przerażenie, straszny lęk. Okropnie ja się bałem tego młodego łotra. Ale pedagog ulicy, resocjalizator musi przezwyciężać swój strach przed nastoletnimi złoczyńcami, bandziorami płci męskiej.

   Natomiast dwie ów emisje śliny chłopięcej były bardzo obfite i mogły nasunąć na myśl morską bryzę. Nie była to jednak morska bryza, absolutnie! Ślina chłopca, młodzieńca ma określony zapach. Niestety ślina tego nastolatka trafiła w, zapewne wyznaczony, cel - otóż trafiła mnie prosto w twarz! To było doprawdy straszne, to było oburzające! Jak to tak można?!

   Oto tak bezczelny potwór wyznaczył dwa tory swych melicznych pocisków, że oba te ślinowe, obrzydliwe, ohydne pociski, biologiczne wytwory trafiły mnie prosto w mą delikatną buziuleńkę. Cóż za celność, cóż za zręczność u młodego wiekiem złoczyńcy, wykolejeńca! 

   Młody człowiek przejawił nieakceptowalną agresję w stosunku do mnie - osoby wybitnej, sławnej, poważanej, wielce dostojnej. Jednakże ów łajdakowi, ów złemu, niegodziwemu organizmowi postanowiłem natychmiast wybaczyć. I oto przedłużanie resocjalizacyjnej interakcji społecznej nie miało żadnego sensu... Nie byłem w stanie pozytywnie zmienić, ukształtować tego brutalnego, aroganckiego chłopczyka, nie mogłem przemówić mu do rozsądku.

   Ja czym prędzej oddaliłem się z miejsca mej interwencji, z miejsca strasznego zdarzenia. 

   Bałem się, że ten okrutny, bezczelny, zdemoralizowany, młody łajdak do mnie zbiegnie, do mnie zejdzie - bezpośrednio przybiegnie/przyjdzie pod blok. Bałem się, że chłopaczek rzeczony pobije mnie bezbrzeżnie mocno, że on mnie skopie swoimi nogami. Ale tak się nie stało, na szczęście. Oczywiście pouczenie chłopczyka niczego nie dało. Próbowałem argumentować, ale - bezskutecznie.

   Dalej trzepał on swój dywanik trzepaczką; teraz jednak - zdawało się - nieco mocniej niż wcześniej, niż przed inicjacją mojej obywatelskiej interwencji. Zauważyłem tę drobną zmianę w zachowaniu, chociaż obserwowałem modyfikację zachowania tylko przez drobną chwilę. Śpieszyłem się bardzo. Oto jest możliwe, iż w ten sposób wulgarny i podły nastolatek pragnął wyładować swoje negatywne emocje, frustracje aktualne. Spodziewałem się, że niebawem, wkrótce obserwowany organizm uspokoi się. 

   Jeżeli chłopaczek zapragnął wytrzepać swój dywanik, to powinien go trzepać tak, ażeby kurz, pył z tego dywanu nie opadał, nie leciał prosto na przechodniów. Tak nie może być! Moim zdaniem ten młody człowiek płci męskiej specjalnie tak się zachował - to bezsprzecznie organizm nikczemny, niegodziwy oraz zdemoralizowany. Uważam, iż on wymaga długotrwałej, intensywnej resocjalizacji w ośrodku zamkniętym. Poprzez jedno swoje niegodziwe zachowanie pokazał, uświadomił on, kim w istocie on jest. 

   Próbowałem mu wytłumaczyć, że jeżeli kurz opadnie na jakiegoś człowieka przechodzącego akurat, jeśli trafi w jakiegoś, przypadkowego, przechodnia, to taka osoba, taka ofiara może poczuć się bardzo źle i może zostać pobrudzona, ubrudzona, zakurzona, zapylona, a stan zdrowia takiej ofiary może ulec diametralnemu pogorszeniu. 

   Oto astmatyk, osoba mająca astmę, persona mająca problemy z oddechowym układem, oddychająca przez krótki momencik kurzem z niemałego dywanu, mogłaby nawet doznać zapaści, mieć problemy z oddychaniem i musiałaby zostać może hospitalizowana. Przedstawiłem okrutnemu, złośliwemu, antyspołecznemu chłopczykowi negatywne konsekwencje jego działania (to wartościowa metoda w resocjalizacji nieletnich). Lecz on tylko mnie wyśmiał, zagroził, że mnie pobije, że naruszy moją cielesną nietykalność. Młody bandyta opluł mnie aż dwukrotnie, co jasno świadczy o jego bezbrzeżnym okrucieństwie. Taka była jego reakcja! Kiedy zostałem przez niego opluty, poczułem się strasznie poniżony. Odczuwałem bezbrzeżny smutek, wielkie przygnębienie.

   Z tak nieobliczalnymi istotami nie ma co rozmawiać... Nie da się takim osobom przemówić do rozsądku. Ja po prostu musiałem jak najprędzej z tego miejsca niebezpiecznego, zapylonego się oddalić. 

   Żywię nadzieję, iż nigdy więcej tego podłego, bezczelnego chłopczyka nie zobaczę, nie spotkam - w całym moim życiu. A pewnie gdybyśmy na siebie natrafili przypadkiem - w przyszłości, to on by mi bardzo zapragnął jakoś, w jakiś sposób dokuczyć, od razu, niezwłocznie... Tak mniemam. Ten młody łajdak całkowicie zignorował skierowane do niego resocjalizacyjne, doraźne oddziaływanie. Moja obywatelska interwencja nie przyniosła spodziewanych, błyskawicznie zaplanowanych, efektów, rezultatów resocjalizacyjnych.

   Ludzie czasami trzepią swoje dywany. Rzadko, ale jednak, można takie trzepanie dywanika zaobserwować, gdy się idzie, kroczy przez miasto. Oto trzepanie dywanu powinno odbywać się w odpowiedniej ku temu przestrzeni - to nie ulega wątpliwości.







piątek, 25 września 2026

(całość ballady) Pan kucharz stołówkowy Flawian oraz dieta planetarna - Patryk Daniel Garkowski

Pan kucharz stołówkowy Flawian oraz dieta planetarna - Patryk Daniel Garkowski


W szkolnej stołówce czekały obiadki,

a każdy z obiadków był bardzo niesmaczny...


W śmietniku lądował niejeden obiadek.

Aż tak były one niezjadliwym łajnem?!


Zdrowe, niemięsne, roślinne obiadki

dla chłopców z tej szkoły były gównami...


Kupami, gównami, kupami, gównami!

Niejeden obiadek był wyrzucany!


Kupami, gównami, kupami, gównami.

Ciężko jest w szkole współczesnej kucharzyć...


A pyszny, przepyszny jest chłopców kał! -

ma on wspaniały, cudowny smak!


Kupa chłopczyka - o formie batona!

to dla Flawiana jest uczta wyborna!


Błagał on chłopców, błagał o kał!

Codziennie Flawian miał na to czas...  


Mnóstwo pieniążków pan Flawian chłopcom płacił,

by móc spożywać ich kał doskonały!


Oszczędności Flawiana zżerały

właśnie takie nikczemne wydatki...


Ach, mnóstwo płacił on chłopcom pieniędzy,

by móc pożerać ich ekskrementy!

Żeby móc zjadać zdeptane pokarmy.

Nawet najgorszym ochłapem nie wzgardził!


Pożerał kupy - jak pyszne przysmaki...

I był karmiony przez chłopców butami...


Potężne kupska robiły chłopaki!

Ich pupy wielkie kupy wydalały!


Pyszny chłopców, pyszny kał!

Mniam, mniam, mniam, mniam.

Mniam, mniam, mniam.


Natomiast te szkolne i wstrętne niejadki

smaczne i zdrowe obiady marnowały!


Nie rozumiał tego pan Flawian.

On się lubował w chłopięcych łajnach.


Chłopcy obiadków nie doceniali.

Z obiadków robiły się prędko odpady...


Mnóstwo zostaje na chłopców talerzach!


Prawie wszystko do wyrzucenia!


Ci chłopcy głównie żądają mięsa!


Mięsa i mięsa!

Mięsa, wciąż mięsa!


Mięsa i mięsa!

Mięsa, wciąż mięsa!


Lecz ileż można jęczeć i prosić?!

Ileż się można domagać mięsa?!


Mnóstwo zostaje na chłopców talerzach...

Prawie wszystko do wyrzucenia...


Pan Flawian bardzo się denerwował.

Pan Flawian wielce się irytował.


Jednak miłymi myślami się pocieszał,

kiedy się musiał do chłopców uśmiechać...


Uwielbiał pełzać w chłopięcych odchodach.

Uwielbiał chłopców prostackich kupować.


Kupował chłopców - jak tanie dziwki.

Im lizać kochał po kupach odbyty!


Chłopcy nigdy nie są drodzy.

Za niewielką sumkę pozwolą lizać odbyt...


Pyszny chłopców, pyszny kał!

Mniam, mniam, mniam, mniam!

Mniam, mniam, mniam!


Ci chłopcy roślinnych obiadków nie jedzą,

albowiem oni preferują mięso.


Mięso i mięso.

Mięso, wciąż mięso.


Mięso i mięso.

Mięso, wciąż mięso.


Ale nie można wyłącznie spożywać mięsa!

Powinny o tym wiedzieć bydlęta!


Sami są oni jak bryły mięsa.

Jednak pan Flawian się do nich uśmiechał.


Przez takie bestie cierpi planeta! 

Pan Flawian sobie na chłopców czekał...


Umrze z pewnością niebawem planeta.

Czy więc ta nowa dieta jest konieczna?!


Nic nie wskórają szkolne reformy...

Ludzkość na pewno wyginie - w przyszłości.


Wyłącznie chłopcy w tej szkółce tkwili;

jak co dzień do stołóweczki przyszli...


Wyłącznie chłopcy tkwili, jak ości,

w tej szkółce poddanej koszmarom reformy.


Pan kucharz Flawian za ladą stał.

By wydać obiadki już przyszedł czas!


Kolejkę sformujcie, kochani chłopcy! -

pan kucharz Flawian uprzejmie poprosił.


Chętnie by spożył młodzieńca odchody.

Nigdy mu tego nie było dosyć...


Kiedy pan Flawian na chłopców czekał,

to on się do nich przymilnie uśmiechał.


Niejeden obiad to będzie odpad,

lecz trzeba się wdzięczyć niczym automat...


Bardzo obiadków mu było szkoda.

Lecz trzeba mieć miny niczym automat.


Obiadek niejeden trzeba będzie wyrzucić!,

lecz trzeba uśmieszek serwować na buzi...


Pan Flawian poruszał się jak automat.

Nakładał na talerze raz po raz pokarm.


Co to za gówno??!! - krzyczy chłopaczek.

Ależ jest z niego okropny niejadek!


Niejadek, gagatek, wysoki niejadek

powinien być zawsze karmiony kałem! 


Powinien karmiony być kałem za karę!,

za to że wstrętnym był on niejadkiem!


Niejadkiem, niejadkiem, 

gagatkiem, niejadkiem.


Niejadkiem, niejadkiem,

gagatkiem, niejadkiem.


Taki okropny, niewdzięczny niejadek

powinien odchody spożywać już zawsze!


Powinien pełzać niczym dżdżownica!

i karmę psią uznawać za przysmak!


Powinien robić za wstrętną larwę!,

obrywać pejczem, rózgą bądź pasem!


Niejeden obiad to będzie odpad.

Niejeden obiad to będzie odpad.


Niejeden obiad to będzie odpad...

Poprzewracało się chłopcom w głowach!


Lecz trzeba uśmiechy chłopcom serwować!

Należy pracować niczym automat!


Tak, tak. 

Tak, tak.


Tak, tak.

Tak, tak.


Pyszny jest chłopców świeżutki kał!


To ma być ta cała dieta planetarna?! -

któraś chłopięca istota spytała.


Dla jakiej planety ta dieta jest?! 


Od tego rzygać aż mi się chce!


To pan powinien to wszystko zjeść!,

a nie nas karmić tak bardzo źle!


Pan Flawian chłopcom starał się tłumaczyć.

Starał się przemówić do tej mięsnej masy:


Ależ nie można tak komentować!

Ze smakiem obiadki musicie pałaszować.


Podany obiadek należy zjeść,

inaczej z dzieckiem może być źle!


Wyliżcie talerze swoje do czysta! - 

pan Flawian chłopczyków pięknie upominał.


Zamknij mordę, ty żałosny śmieciu! 


Ohydne jest to, co tu mam na talerzu!


Chłopcy, chłopcy, proszę, spokojnie!

Zachowujcie wy się godnie!


Na stołówce chłopaczek kochany

siedzi grzeczniutko, wyprostowany.

Tak, tak.


Zamiast tyle, tyle gadać,

powinniście już zajadać!


Niech wam aż uszki się trzęsą!

Choć to nie będzie jedzone mięsko... 


Wyliżcie talerze swoje do czysta -

pan Flawian chłopczyków pięknie napominał.


Przepyszne posiłki wy zjedzcie calutkie,

a potem wytrzyjcie swe piękne buzie.


(Buzie tych chłopców niewyparzone!

powinny! 

zostać!

zalane!

wrzątkiem!

Och, tak!

Tak, tak, 

tak, tak,

tak, tak.)


Pyszny chłopców, pyszny jest kał!


Wystarczy zaledwie króciutka myśl,

by w spazmach rozkoszy jak robak się wić!


Pan Flawian wielce się denerwował.

Pan Flawian bardzo się irytował.


Ale nic nie mógł zrobić z tą ciżbą...

Musiał być miłą, uprzejmą maszyną...


On musiał zważać na swoje słowa,

by nie wywołać wściekłości w chłopcach.


Takie łajdaki by mogły go zabić!,

kiedy pan Flawian byłby po pracy...


Sam powinieneś gówna te zjeść!


Sam powinieneś wszystko zeżreć!


Powinieneś ty z naszych podeszw

wylizywać te gówna żałosne.


Ach, co za chłopcy bezczelni!

Nie akceptują oni tej diety,

ogromnie 

dobrej 

dla naszej 

kochanej,

błękitnej

planety...


Chłopcy, bardzo wygłodniali,

bardzo się zdenerwowali! 


Wbiegli do kuchni niczym zwierzęta.

Wnet rozpoczęła się straszna udręka!


Pana Flawiana ci chłopcy karmili.

Pod nos dawali mu swe buciki.


Brudne buciki to nie talerze!

Należy obiady spożywać grzecznie.


Butów podeszwy lizał pan Flawian.

Pyszna to była zdeptana strawa!


Wspaniale móc lizać młodzieńców buty!

Wspaniale pożerać młodzieńców kupy! 


Zlizuj mi to z moich podeszw! - 

straszne słowa wyrzekł chłopiec.


Flawian musiał chłopców słuchać.

Poprzewracało im się w pupach!


Nie można żadnego jedzonka marnować!

Wie o tym każda rozsądna persona!


Zlizuj jedzenie wprost z moich podeszw! -

oznajmił inny okrutny chłopiec.


Masz ty to wszystko zdeptane zjeść! 

Inaczej zaraz zabiję cię!


Chłopcy kopali pana Flawiana.

Uczta ta była wręcz doskonała!


Chłopcy deptali swoje obiadki,

panu swe buty podstawiali.


Pana Flawiana chłopcy opluwali

i przyprawiali jedzenie melami.


Lecz każdy posiłek się w końcu kończy.

W końcu odeszli ci podli chłopcy.


Pan Flawian z kolei bardzo był zadowolony,

że tak dręczyli go piękni chłopcy.


Lecz nie pokazał tego po minach.

Szczęśliwy był on jedynie w myślach...


Czy jest potrzebna dieta planetarna?!

I tak przecież ludzkość czeka zagłada!!








Pan kucharz stołówkowy Flawian oraz dieta planetarna - Patryk Daniel Garkowski

 


poniedziałek, 21 września 2026

(całość wierszyka) O kucharzu stołówkowym Renacie i robakach jako nowomodnej strawie - Patryk Daniel Garkowski

 



O kucharzu stołówkowym Renacie i robakach jako nowomodnej strawie - Patryk Daniel Garkowski


Wnet wbiegli chłopcy do szkolnej stołówki -

Zgłodniali, brudni, spoceni, chudzi,

Lekcjami w szkole sportowej strudzeni.

Ladę jak czarne muchy obsiedli.


To latająca chmara.

Nimi już ugoszczona lada.

Co za bezczelna banda!

Żarcia chcą, żarcia, ŻARCIA!!!


Dłońmi pukają w ladę stołówki.

Z ust niejednego chłopczyka czuć szlugi.

Mają energię, chociaż chudziutcy.

Ależ spocone są ich koszulki!


Utwórzcie wy kolejeczkę.

Kolejkę sformujcie, raz dwa -

Pan Renat prosi uprzejmie.

Co chwila ktoś się tam pcha...


Kolejka powstała z trudem.

Pan Renat w kuchni się krząta,

Co chwila kroczy z talerzem

Niczym troskliwy i czuły automat.


Jest bardzo pilny w swych obowiązkach,

Wspaniale kuchnią on rozporządza,

Bezbrzeżnie dba o swoje dzieciątka;

Niejedno daniu się dziwnie przygląda...

 

Ów cudną potrawę ty zechciej powąchać! -

Rzecze w zachwycie pan Renat do chłopca.

Lecz tenże chłopiec nie zechciał powąchać.

Jedynie się dziwnie daniu przygląda.


A co to jest tutaj, na moim talerzu?

Co to dziwnego, wstrętnego tam leży?

Natychmiast niech pan mi powie!!!

Inaczej ja pana skopię!

 

Mój chłopcze, uspokój się, proszę,

To jest przesmaczny muchowy kotlet!

Zrobiłem go z larw czarnych much! -

Pan kucharz podnosi kciuk.

 

Radosny pan Renat kontynuuje:

Tym daniem się nikt nie zatruje!

A do kotleta jest smaczna sałatka.

Łapczywie będziecie jedzenie pochłaniać!


Kompocik jest do kotleta.

Kompocik czerwony, czerwcowy.

Do tego są też ziemniaczki.

To zestaw wręcz luksusowy!


W dzbanuszkach kompocik spokojnie pływa,

Dzieciaczki powinny stać grzecznie.

Czekają już na was świeżutkie nakrycia - 

Oznajmia pan Renat uprzejmie.


Kotlecik mielony jest w mącznej panierce,

A mąkę ze świerszczy zrobiono!

Obiadzik wam będzie smakował niezmiernie,

Wy zjecie ów obiad z ochotą.


Bardzo łapczywie będziecie jedli,

Aż uszy będą wam się trzęsły!


To nowomodne postawy -

Jeść pyszne i zdrowe robaki.


Ucztę wręcz boską wam, chłopcy, sprawiłem.

To pełnowartościowy posiłek!


Ale proszę stać grzecznie!

Co to za rozochocenie?!

Czy stać spokojnie możecie?

Wrzawy nie znoszę zupełnie.


Wzburzyła chłopców kucharska przemowa.

Wnet zaczynają fotografować.

Robią co chwila zdjęcia posiłkom.

Robić się zdjęcia zachciało szczylom!


Chłopaczki, chłopaczki, spokojnie -

Rzecze pan Renat mniej już pogodnie -

Kto nie chce, to niech nie je -

Wybrać ma prawo ów opcję.


Miny chłopaczków są bardzo wrogie.

Spada jedzenie na brudną podłogę,

Uczniowie tłuką kruchutkie talerze.

Straszna hałastra wandali szaleje.


To latająca chmara.

Co za bezczelna banda!

Jak można tłuc talerze?

To zła improwizacja!


Ogromna wściekłość ich ogarnęła.

Któraś dłoń w pana buziulkę pacnęła.

Och, proszę, chłopcy, wy bądźcie grzeczni! 

Nie można, rybeńki, tak niszczyć talerzy!


Pan Renat jest przerażony.

Pan Renat nie wie co zrobić!

Aż spadł mu czepiec kucharski

Z jego maleńkiej głowy.


Do kąta czmychnął prędziutko,

Do kąta kuchni najdalszego,

Lecz chłopcy już nadbiegają,

Zaraz się zbliżą do niego.


Chłopcy już wbiegli do kuchni

W ogromnej, potężnej furii.

W brzuchach intruzów burczy.

Ze strachu pan się skulił.


Sam będziesz jadł robaki! -

Chórem krzyczą podłe chłopaki.

Wciskają do ust Renata

Wiele, wiele jego strawy.


I jak? I jak? 

Smakuje?

Tym pysznym obiadkiem się nie zatrujesz!


Skosztuj ty trochę więcej!

Ciężko sprzeciwić się grupie.


Niektórzy częstują go kopniakami.

Inni Renata karmią obuwiem.

Co za chłopaki podłe i wstrętne!

Co za istoty okrutne!


Pan Renat ogromnie podle się czuje, 

Z wielką trudnością posiłek żuje.


No dalej, dalej, ty jedz,

Bo będzie z tobą niezmiernie źle!


Masz tutaj trochę kotleta z buta! -

Jakiś chłopaczek na pana spluwa.


Każda uczta się w końcu kończy,

W końcu odeszli okrutni chłopcy...


sobota, 19 września 2026

19 września 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

Dzisiaj dowiedziałem się, że kancelaria sejmu zakupiła wątpliwej jakości portret autorstwa Witkacego przedstawiający Ignacego Daszyńskiego. Koszt zakupu tego paskudnego obrazu wyniósł, jak się dowiedziałem, aż 276 000 zł. To jest po prostu skandal! Ten twór Witkacego wygląda tak, jakby został namalowany przez przedszkolaka, ewentualnie przez ucznia szkoły podstawowej na lekcji plastyki... Ów paskudny portret od razu może budzić skojarzenia, że został wykonany przez małe dziecko. To oburzające, że kancelaria sejmu za tyle pieniędzy kupiła ten obrzydliwy bohomaz! Ten portret w ogóle nie będzie pasował, nie będzie adekwatny do sali sejmowej, do przestrzeni sejmowej. Ten bohomaz jest obrzydliwy! 👽😑😫 Taka obrzydliwość nie powinna znajdować się w polskim parlamencie! Ten bohomaz to nic cudownego! Ów obraz nie ma wysokiej wartości artystycznej, nie było uzasadnienia dla dokonania zakupu owego paskudnego tworu. Kwota 276 tysięcy złotych to ogromna kwota. A środki kancelarii sejmu, które zostały przeznaczone na zakup owego paskudnego obrazu, to pieniądze pochodzące ze środków publicznych. Portret ten w ogóle nie pasuje do przestrzeni polskiego parlamentu, wydaje się infantylny. Wygląd tego obrazu jest odpychający. Nie będzie to żadna ozdoba sejmowego wnętrza. 👽😑😖