wtorek, 1 września 2026

(całość wpisu dziennikowego/pamiętnikowego) 1 września 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

 


1 września 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

   Dnia 1 września 2026 roku wybrałem się w podróż do Płocka. Do domu zamierzałem wrócić pociągiem. 

   Kiedy siedziałem na ławce i gdy czekałem na zewnątrz budynku dworca na pociąg, podszedł do mnie jakiś chłopiec - w wieku około osiemnastu albo siedemnastu lat. Już na pierwszy rzut oka wydawał mi się on bardzo aroganckim młodym człowiekiem.

   Ubrany był on na galowo zapewne dlatego, ponieważ tego dnia w szkółkach odbywały się uroczyste rozpoczęcia szkolnego roku. Zapewne więc swoje eleganckie, czarne buty młodzieniec rzeczony nosił rzadko, pomyślałem. Nie były one tak bardzo znoszone.  

   Chłopiec ten miał na sobie elegancki strój: białą, niezapiętą do końca koszulę, czarne spodnie i marynarkę/garnitur również w kolorze czarnym. Zaś jego czarne, eleganckie buciki harmonizowały pięknie z jego czarnymi, bardzo spoconymi i znoszonymi skarpetkami. Och, jakże bardzo te skarpetki były znoszone oraz śmierdzące! Zapewniam. Miałem okazję się o ich stanie przekonać...  

   Najpierw ten arogancki, młody łotr splunął mi prosto w twarz. Po czym zapytał on mnie nad wyraz swobodnie:

- Masz papierosa, ty wstrętny robaku?!

- Nie, przykro mi, nie mam. Ja nie palę paskudnych papierosków, mój kochany chłopczyku - odpowiedziałem łotrowi. Po czym przybyły, tajemniczy chłopaczek oznajmił:

- Jestem w istocie zmęczony po uroczystym, wielce żałosnym rozpoczęciu szkolnego roku. Ty musisz mi wylizać moje buty, podeszwy moich butów, lizać moje bose stopy i musisz ty wąchać, obwąchiwać jak piesek moje przepocone, znoszone skarpety. Musisz mi również masować moje spocone stópki w skarpetkach oraz bez skarpetek. Masz się zachowywać jak larwa, dżdżownica - pod moimi stopami, butami. Zrozumiałeś, ty obrzydliwy robaku? 

- Obawiam się, że to, niestety, niemożliwe w tej przestrzeni dworcowej. Tutaj są, przebywają ludzie, mój kochany. Ludzie by toteż widzieli naszą społeczną interakcję - odparłem spokojnym, rzeczowym i łagodnym tonem głosu.

- No to może znasz jakieś dyskretne, zaciszne miejsce w pobliżu, niedaleko, gdzie mógłbyś zrobić te wszystkie rzeczy, gdzie byłbyś w stanie zrobić to wszystko, czego oczekuję od ciebie, ty mumio, larwo, dżdżownico głupia?

- O tak, tak, znam, znam, mój drogi! Oto niedaleko stąd, bliziutko tego dworca autobusowo-kolejowego znajduje się rozległa polana. Tam, w tym właśnie miejscu, mogę być twoim niewolnikiem, sługą, pieskiem czy też robakiem przez krótki czas, przez drobną chwilę. Potem jednakże muszę wrócić pociągiem do mej wsi - miejscowości zamieszkania.

- Ile możesz przeznaczyć czasu na naszą interakcję społeczną?

- Nie więcej niż czterdzieści minut, mój drogi nieznajomy.

- Spoko. W porządku. Okej. No to chodźmy, ty larwo, mumio, dżdżownico.

- A ile masz lat, mój kochany chłopczyku? Muszę ja to wiedzieć!

- Osiemnaście mam lat. Ale już nie zadawaj mi żadnych durnych pytań więcej. Masz się mnie słuchać, ty psie, ty kundlu przebrzydły! Chodź ze mną na tę polanę teraz. W tym momencie. I tam będziesz, robalu, wykonywał moje rozkazy, będziesz tam robił to, co ci nakażę, rozkażę. Będziesz opluwany, poniżany, deptany.

- Rozumiem. Dobrze więc. Chodźmy tam, mój drogi - po czym wstałem dostojnie z ławki - drewnianego siedziska - i wraz z chłopczykiem udaliśmy się na pobliską polanę. 

   Dotarliśmy tam po doprawdy krótkiej chwili. 

   W tej zacisznej, dyskretnej, pozbawionej ludzi przestrzeni chłopiec usiadł na trawie. Okazywał on bezbrzeżną arogancję. Bardzo się bałem tego brutalnego organizmu.

   Oto lizałem temu młodemu człowiekowi płci męskiej jego obuwie, zwłaszcza podeszwy jego butów, które były stanowczo brudne, wąchałem ja bardzo śmierdzące, spocone, znoszone skarpetki tego młodego bandziora. Masowałem owemu przystojnemu, wysokiemu potworowi jego bezbrzeżnie śmierdzące stopy, zarówno w skarpetkach, jak i bez. On zaś nie pozostawał statyczny. On opluwał mnie, kopał swymi nogami i wyzywał. Wchodził mi on na moje delikatne plecy, zarówno w butach, jak i bez butów, w skarpetkach i stopami bosymi. Oto musiałem lizać jego spocone, bose stopy i wąchać je. I to już wszystko. Wszystko to trwało niedługo, około, tak myślę, pół godziny.

   Nawet młody łotr, przestępca musi trzymać się wyznaczonego mu czasu na dominacyjną, opartą na poniżaniu interakcję osobniczą!

   Pod koniec niegodziwej społecznej interakcji powiedziałem temu młodemu bandycie, jak się nazywam, oznajmiłem chłopcu moje imiona i nazwisko, jak również zapytałem tego uroczego młodzieńca, jak on się nazywa i czy wyśle mi on zaproszenie do grona znajomych na portaliku społecznościowym Facebook. Dzięki temu przecież moglibyśmy się komunikować. Ale, ach, niestety, odmówił mi on odpowiedzi, nie wyjawił mi on swych elementarnych osobowych danych. Tak więc nie poznałem jego imienia oraz nazwiska. Pewnie nigdy już więcej go nie zobaczę... 

   To w istocie, niewątpliwie była, tak zwana, szybka akcja! Och, tak, tak, to była szybka akcja. 

   Niedługo potem wsiadłem do pociągu i opuściłem Płock.

   Tego strasznego, przerażającego, aroganckiego łotra nigdy nie zapomnę... Ach!