niedziela, 8 lutego 2026

(całość wiersza) O robotnicy gromadzącej mnóstwo książek w swoim małym mieszkanku - Patryk Daniel Garkowski

O robotnicy gromadzącej mnóstwo książek w swoim małym mieszkanku - Patryk Daniel Garkowski


Pewna pani robotnica,

okularnica

(jej miejsce pracy to była fabryka),

gruba, 

wstrętna, 

przysadzista,

emocjonalnie niestabilna,

wyglądająca 

jak

żaba,

kałamarnica,

istna,

istna

czarownica,

okropna, obwisła 

padlina,

stosy książek zgromadziła...


Ileż ich ona pomieściła!

owa zgryźliwa chomica! 


Gdyby odwiedził ktoś jej mieszkanko,

mógłby zapoznać się z jej złą manią...


Książki natychmiast drogę mu zajdą,

albowiem wszędzie się one walają!


Książeczek stosy, 

książek zwaliska...


Tam książek istna jest lawina!


Ów pani to książek jest zakładniczka!

Z ilością książek ona przesadziła...


Półki od książek się zapadają!

Książki z ledwością regały dźwigają!


Zaś gdyby spadły, to tej purchawce

tłustą, ohydną buzię rozkwaszą!

Och, tak.


Bardzo w mieszkanku tym jest ciasno.

Półki aż z bólu ciężko wzdychają!:


- Uch, jaki ciężar! Ach, jak nas boli!

Już dosyć książek, już dosyć, dosyć!!

Błagamy, prosimy, nie kupuj więcej książek!

Ty spasła krowo, w nich w końcu utoniesz!! 


Regały okropnie się denerwują:

- Nigdzie nie możesz ruszyć swą dupą!

Znowu kupiłaś z papieru paskudztwo!?

Ach, co ty masz pod kopułą?!


Radzi kobiecie cierpiące biurko:

- Ty głupi molu, rusz spasłą główką!!

Zbyt wiele trzymasz na mnie książeczek!

Od nich ja kisnę, ja cierpię, blednę.  


Zaś jeden z regałów ma takie pretensje:

- Ach, tutaj książek okropny jest bezkres!

Dźwiganie ciężarów nie jest przyjemne!

Powinnaś mieć to na względzie!

Powinnaś mieć to na względzie,

a nie wkładać książek, ile wlezie!

Ech!


Ale ten wstrętny molik książkowy

na takie słowa jest bardzo odporny...


Ciągle kupuje książeczek stosy;

jej nowych książek nigdy nie dosyć!


Wokół książeczek wykonuje loty.

Książki na półkach, regałach tłoczy.


Wciska książeczki na siłę, na siłę.

Już te książeczki się pną przy suficie!


Nie chce organizm przejrzeć na oczy.

Nie umie pragnień trzymać na wodzy...


Wokół książeczek ta pani lata.

Bezmyślnie strony książek przewraca.


Jedną książeczkę sobie przegląda

i nagle inną ten molik wyciąga.


Wyciąga, chowa, wyciąga, chowa.

Taka jest książek tej pani dola...


Wyciąga, chowa, wyciąga, chowa.

Nie jest ta pani ani trochę mądra...


W mieszkanku tego książkowego mola

tkwią książek 

potworne 

złoża.

Tonie ta pani 

w książeczek

stosach,

tonie w ich strasznych stosach!


Wszędzie w mieszkaniu są książek zarośla.

I wiele książek pokrywa folia...


Niektórych książek nie rozpakowuje,

tylko je rzuca za siebie z hukiem!


Książki w mieszkaniu się wszędzie walają.

Bardzo jest trudny w mieszkaniu transport.


Choć ledwie się pani w mieszkanku przeciska,

to ciągle kupuje z papieru świństwa...


Trudno jest darzyć tą panią sympatią...

Odpychającą jest wielce babą!


Nowe książeczki pieniążki pożerają.

Pani popadła w okropną skrajność.


Żadna z niej bibliofilka!

To jedynie: robotnica!,

głupia, wstrętna lafirynda!

i zarozumiała świnia!


Książek, książek chomikowanie

uzależnieniem po prostu mi pachnie.


Ta pani ma w swoim mieszkaniu bajzel.

Rozrzuca książki gdzie popadnie.


I ciągle nowych książeczek pragnie!

Z książek formuje za hałdą hałdę...


Za hałdą hałdę, za hałdą hałdę...

Jest to, doprawdy, bardzo niefajne! 


Z książeczek nader wysokie hałdy

stały się jakby geologicznymi formami.

Och, doprawdy.


Patologiczne to gromadzenie.

Więcej książeczek, więcej książeczek!


Więcej książeczek, więcej książeczek!

Aż nie pomieści mieszkanko już więcej...


Zaburzana półkowa tektonika.

Książki kupuje kałamarnica,

ohydna, obrzydła, otyła robotnica,

odstręczająca i nader bezmyślna.


A przecież ona wiedzieć powinna, 

iż czas na książki okrutnie wpływa...


Po pewnym czasie z papieru książki

zmienią się, zmienią w niesmaczne prochy.


Nie są przecież wieczne książki.

Wszystko dąży do nicości...


A co się stanie z owymi książkami

po śmierci kobiety, po śmierci tej chamki?


Czy te jej książki zostaną wyrzucone?


Antykwariaty je kupią za grosze?


Za grosze, za grosze, podkreślam, za grosze!


Wszystko rozkłada się w końcu w przyrodzie...


Ta pani chomiczka o tym w ogóle nie myśli.

Cieszy się, kiedy na książki ma zniżki...


Ciągle i ciągle książeczki kupuje.

Ma krzywe zęby i brzydką buzię.


Czyż ona myśli, że stanie się mądra,

gdy będzie książek poszerzać swe złoża?,

gdy się pozwoli na książki naciągać?,

gdy je kupować będzie wciąż skora? 


Ach, nadal będzie tylko robotnicą,

mrówką wstrętną

i gadziną,

molem, 

muchą, 

lafiryndą,

ćmą

otyłą,

a co więcej

cielesną, 

ohydną,

obrzydłą

ruiną!

Tak, tak!


Ów patologiczne gromadzenie książek,

w istocie, uznaję za straszną chorobę.


Ale ta krowa choroby nie jest świadoma!

Gromadzi ciągle książeczek złoża...


Ciągle książeczki zawzięcie kupuje

i z tym - co dziwne - dobrze się czuje...


Od książek kupowania ona jest uzależniona.

Uzależnienia to typ i rodzaj.


Będzie dalej w swej obsesji trwała,

póki nie zostanie śmiercią zasypana.


A kiedy wejdą ludzie do jej mieszkanka,

zobaczą książek piętra i stada...


Piętra i stada, piętra i stada.

Czyszczenia będzie mieszkanko wymagać!


Może te książki będą aż fruwały

(wyswobodzone od swojej złej pani)?!


Przerażą się ludzie, ile książek zgromadziła

ta stara, okropna, bezmyślna chomica!


Coś będzie trzeba z książkami zrobić.

Mieszkanko zasiedlą nowi lokatorzy.


Będzie to familia - sądzę - nowoczesna,

nie szukająca w książeczkach szczęścia!