niedziela, 8 lutego 2026

(całość wiersza) Podrzucanie wnuczka dziadkowi (i jego żonie) - Patryk Daniel Garkowski

Podrzucanie wnuczka dziadkowi (i jego żonie) - Patryk Daniel Garkowski


Przed domkiem dziadka zaparkowała

jego córeczka - dorosła mama.


Była to pani dosyć otyła,

głupia, 

leniwa 

i prymitywna...

Tak, tak.


Bardzo lubiła ta pani bimbać...

i swego ojca w opiekę wikłać!

Tak, tak.


Dziadziusia domek = wspaniała świetlica!

Tam jej dzieciątko się mogło pożywiać! 

Mniam, mniam.


Za darmo mogło tam jeść posiłki.

Nikt za to matki nie będzie winić...

Mniam, mniam.


O swoje dzieci nie troszczy się kukułka,

lecz swe potomstwo zręcznie podrzuca,

po czym unosi dumnie swą głowę

i odlatuje niezwłocznie...

Tak, tak.


Co chwilkę dziobała ptasia maszynka.

Mamusia się pozbyć chciała szkodnika!

Tak, tak.


Szybciutkie ruchy wykonuje automat.

Syn tej kobiety ją dręczył bez końca...

Tak, tak.


Jej mały synek jej często przeszkadzał,

dlatego chciała, żeby był u dziadzia...

Tak, tak.


Toż to darmowa, bezpłatna niańka!

i nie konieczna będzie zapłata!

Tak, tak.


Różne na świecie są żerowiska.

Matka za rączkę dziecko chwyciła

i powiedziała tak:


„Wychodź ty z auta, przewstrętny gówniarzu!

Szybciej, no szybciej! 

Ty drałuj, drałuj!”


Ta pani prędko wyszła z pojazdu.

Śpieszyć się zawsze miała w zwyczaju...


I już oboje szybko dreptali,

dreptali szybko, jak głodne ptaki.


Dreptali szybko, jak miejskie gołębie.

Dziadziuś w rodzinie to wielkie szczęście...


Dziadziuś swojego drogiego wnuczka 

powinien 

mieć 

zawsze

na względzie.


Nie powinien on go odtrącać,

gdyż

to 

byłoby,

po prostu,

wstrętne,

a także

niegrzeczne...


Zaś w dzisiejszym świecie ludzie się śpieszą,

bo różne sprawki 

przed 

nimi 

się 

piętrzą.

Tak, tak.


„Ja nie mam czasu! Ja nie mam czasu!

Szybciej, no szybciej, ty wstrętny gówniarzu!


Ja cię zostawiam tutaj, na ganku.

Pamiętaj, mój drogi, o podziękowaniu.


Ty dziadziusiowi pięknie podziękuj -

mówiła matka praktycznie w biegu -

że on się tobą zaopiekował,

iż on przygarnął takiego pączka.


Takiego potwora!,

takiego tłuściocha!

Cię nienawidzę,

istoto krnąbrna!


Ale twój dziadziuś nie jest wcale lepszy od ciebie!

Spałby on, spałby całe dnie najchętniej!


Stary, obrzydły pierdziel!! 

Tak, tak.


Jak ja go nienawidzę!


Nie kocham go ani odrobinę.


To że nie kocham mojego ojca,

powinno być dla ciebie oczywiste...


Ów stary, głupi, obrzydły leniuch

myśli jedynie o własnym szczęściu!


Ów stary, żałosny, obrzydły cap!,

wiecznie drzemiący i śpiący gad!,

na stare lata obrzydły gach!

ma zawsze wolny praktycznie czas!

Tak, tak.


On ciągle myśli o kopulacji,

mimo że jest już okropnie stary...


On i jego żałosna żonka

mogą się tobą zaopiekować...

Tak, tak.


Ja wcale nie zdziwię się, gdy od seksu

zawału dostanie ten stary nieuk!

i flejtuch!

Tak, tak.


I wcale nie zdziwię się, gdy od seksu

udaru mózgu dostanie w tym wieku...

Tak, tak!


Ach, nienawidzę tego pierdziela.

Powinien on z wnusiem swój czas wolny spędzać! 

Tak, tak.


To jego zasrany jest obowiązek!

Innej nie mamy rodziny w rejonie...

Tak, tak.


Ów stary, żałosny, obrzydły cap!,

wiecznie drzemiący i śpiący gad!,

na stare lata obrzydły gach!

ma zawsze wolny praktycznie czas!


Ciągle on myśli o kopulacji,

mimo że jest już okropnie stary...


W takim wieku nie można kopulować -

tego powinna zabronić mu żonka.

Tak, tak.


Ty zażądaj jedzenia, gdy będziesz głodny.

Podziękuj ty także za opiekę swej „cioci”.

Tak, tak.


Na jego małżonkę mówimy bowiem: „ciocia”.

Ty możesz ów babcię bardzo denerwować!

Tak, tak.


Ty możesz po domu wściekle się miotać.

Możesz traktować ją niczym wroga.

Tak, tak.


Ty możesz: być dla niej niczym huragan,

po domku niezwykle wściekle latać

i smakołyków się domagać.

Och, tak.


Nie jesteś z nią wcale spokrewniony.

Czuj się tam, jakbyś wszedł do gospody!  

czy do obory!

Tak, tak.


Ty zaproponuj zabawę w chowanego, 

bo bieganie 

wówczas 

jest 

ważną 

materią. 

Tak, tak.


Wielce nienawidzę twojego dziadka.

Wiecznie mu w głowie kopulacja...


W takim wieku nie można kopulować -

tego powinna zabronić mu żona!


Lecz ona uważa, iż to jej obowiązek:

przyjmować do swego 

wnętrza 

to

stare,

ohydne,

obrzydłe,

zwiędnięte,

usychające

prącie!,

ach,

wiecznie 

seksu 

się 

domagające...

To jest, doprawdy, doprawdy żałosne...”


Wnet mamusia odjechała.

Jej kapsułka już jechała.


Sama jechała owa kapsuła.

Podróż mamusi była niedługa.


Do domku swego niedaleko miała.

Integrować chciała dziadzia.


Integracja, integracja

to materia wielce ważna!


Prawda??


Integracja, integracja

to na przykład kopulacja!

Tak, tak!


Trzeba, należy się integrować!

W chlewie wzajemnie liże się trzoda.

Zaś pieski liżą sobie odbyty.

Dziadziusie wielbią chłopców kończyny!

Tak, tak.


Właśnie to w ramach integracji

sobie

nawzajem

dokuczają

chłopaczki.

Tak, tak.


Zaś wnusio i dziadzio muszą się integrować.

Ach, prawda społeczna 

to 

dla 

matki

komfortowa...,

wygodna,

wygodna,

oj,

bardzo

wygodna...

Tak, tak.


Pozostawiła mamusia gołąbka.

Na ganku kręcił się ludzki owad.

Pa, pa!


Wokół po mamie nie było już śladu.

A wnusio ten jeszcze nie jadł obiadu...

Mniam, mniam.