14 października 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski
Dnia 14 października 2026 roku ponownie wybrałem się do sosnowego lasu. Tym razem przyniosłem ze sobą materiały, żeby na miejscu, już w lesie, zrobić prowizoryczne, tymczasowe stoisko grzybowe, pomocowe, informacyjne.
Oto postanowiłem udzielać pomocy ludziom - poprzez udzielanie im wartościowych informacji na temat grzybów, zasobów leśnych, zasobów leśnego runa. Chociaż aż tak bardzo nie znam się na grzybach krajowych, to chciałem po prostu pomagać ludziom, zbieraczom grzybów. Jednocześnie przyniosłem ze sobą wagę, żeby kontrolować, ile grzybów zebrali poszczególni obywatele. Nie może być tak, że jeden, pojedynczy grzybiarz zbierze, pozyska, odetnie zbytnio wiele grzybków, ponieważ wówczas nie starczyłoby rzeczonych zasobów, dóbr leśnych dla innych ludzi. Postanowiłem, że gdyby ktoś zebrał zbyt wiele grzybów, za dużą ich ilość, to udzielę takiej personie natychmiast słownego upomnienia, taką osobę pouczę ja łagodnie.
Gdy już skonstruowałem, wykonałem prowizoryczne, ale solidne, tekturowe, różowe stoisko grzybowe, przez pewien czas rozkoszowałem się ciszą leśnego zbiorowiska. Bardzo lubię samotność.
W pewnym momencie przechodził blisko mnie jakiś chłopiec - w wieku około osiemnastu albo dziewiętnastu lat, który zebrał bardzo wiele, zanadto wiele grzybków. Był on ubrany w przylegające do ciała, czarne spodnie dresowe oraz w czarną kurtkę. Wyglądał mi na łotra, bandytę, kryminalistę. Trzymał on koszyk z wikliny. Z kolei nóż miał schowany i tej ostrej rzeczy nie widziałem wówczas.
- Stój, grzybiarzu! - krzyknąłem, a on usłyszał.
- O co chodzi? - zapytał eksploatator, niszczyciel leśnego runa.
Po upływie kilkunastu sekund ten młodzieniec stał już przy mnie, przy moim przepięknym stanowisku.
- Mój kochany, ja muszę teraz sprawdzić, czy nie pozyskałeś, czy nie zebrałeś zbyt dużej ilości grzybków! Proszę, ty zechciej mi odpowiedzieć, dlaczego zbierałeś w ogóle grzyby? Czy nie powinieneś ty być w kochanej szkółce? Czemu ty w ogóle zainicjowałeś proces grzybobrania?
- A chuj cię to, ty kurwo.
- Ajajaj, ale nie mów tak brzydko, najmilszy chłopczyku. Kulturalny chłopaczek nie używa takiego słownictwa. Kochany chłopiec musi zachowywać się poprawnie, prawidłowo, gdy przebywa w lesie, tak, tak.
- Rozjebać ci łeb?! - zagroził arogancki grzybiarz, który bezsprzecznie się wściekł przepotwornie.
- A ile masz lat, obywatelu?
- Osiemnaście lat mam, a co, ty głupia dziwko?
- Po prostu spytałem. A więc, mój kochany, proszę, połóż swe grzyby na tej oto wadze, którą przygotowałem. Ja odmierzę, czy nie zebrałeś ich za dużo. Rozumiesz? Nie może być tak, że dla innych ludzi grzybków nie starczy - taka sytuacja byłaby niedopuszczalna, prawda?
- Co ty nie powiesz... - kpił ze mnie młody kryminalista.
Oto chłopiec nie wykonał polecenia. Zamiast położyć na wadze swe zebrane leśne zasoby, on odłożył swój kosz, wyciągnął on nóż, po czym oznajmił groźnie, tonem nieznoszącym sprzeciwu:
- Kładź się na tym zasranym, żałosnym, ciotowatym stoisku plecami, inaczej cię zabiję moim nożem!
Oczywiście musiałem wykonać to początkowe, padłe polecenie. Byłem bardzo, ogromnie przerażony. W każdym momencie groziła mi śmierć z wykrwawienia!
W dzisiejszych czasach różni chłopacy noszą ze sobą noże, co jest okropne. Czemu niektórzy noszą noże?!
Delikatnie położyłem wagę na ziemi, tak aby nie uszkodziła się ona podczas dominacyjnej interakcji, po czym położyłem się na stoisku tak, że leżałem na nim plecami. Wyraziłem wtedy gotowość do przyklejenia, oklejenia mnie taśmą.
Musiałem wykonywać polecenia oprawcy, słuchać go. Zależało i zależy mi na przetrwaniu na tej planecie, jak najdłużej to tylko możliwe. Ale i tak w końcu, kiedyś nadejdzie mój kres... W końcu nadejdzie kres mojej egzystencji na planecie Ziemi...
Łotr natomiast schował swój nóż, a następnie wyciągnął klejącą, brązową taśmę i zaczął on mnie brutalnie, bez zachowania ani odrobiny delikatności, przyklejać do rzeczonego prowizorycznego stanowiska grzybowego, w taki sposób, że leżałem na tekturowym stole i nie mogłem się wkrótce, zaraz podnieść. Odczuwałem obawę, że całość się zaraz przewróci, zapadnie, a ja wraz z nią. Materiał, który chłopiec zastosował, był bardzo, straszliwie klejący. Arogancki chłopak obchodził się ze mną (czyli z jego ofiarą) bezbrzeżnie szorstko, bez zachowania ani odrobinki delikatności... On nie przejmował się, iż całość może się zapaść pod mym ciężarem.
Gdy już ten potwór przykleił mnie dokładnie do tymczasowego stoiska, tak że leżałem na nim plecami, przyklejony do chybotliwej tektury, to zaczął on mnie wyzywać i mnie opluwać obficie, gęstymi melami. Chłopaczek wyciągnął nóż i zaczął grozić mi, że mnie uśmierci tym przedmiotem niebawem, już wkrótce. Organizm płci męskiej nazywał mnie grzybem do zdeptania, robakiem, larwą, mumią, a także dżdżownicą. Groził, że zdepcze mnie jak purchawkę, że zmiażdży mi moją główkę, moją szyjkę swą obutą stopą.
Oprawca zdjął swojego jednego buta i przykładał mi go do nosa, tak abym wąchał i lizał tę ohydną rzecz osobistą. Następnie ten wielce niegodziwy, przeokropny człowiek wszedł mi na brzuszek i deptał mnie złośliwie. To była straszliwa męka.
Moje cierpienia fizyczne nie ustawały. Nie miały one, doprawdy, końca.
Potem musiałem wielbić stopy straszliwego oprawcy, wąchać jego skarpetki, lizać bose stopy młodzieńca. Trwało to bardzo długo.
Na koniec młody mężczyzna zdjął spodnie, majtki i nakazał mi ssać jego rozrodczy organ. Oto penisa musiałem ssać, a jądra (jajka chłopca) lizać. Prócz tego co jakiś czas łotr odwracał się i wypinał, podstawiał mi do twarzy swoją nad wyraz jędrną, kształtną, pozbawioną owłosienia pupę, tak że musiałem lizać i całować również jego ohydny, młody, spocony odbyt. Ach, to był koszmar! Dobrze jednak, że ten chłopaczek nie zechciał, nie odczuł potrzeby zrobienia akurat wtedy kupy... Bo co wtedy by było? Otóż zdefekowałby się prosto do mojej otwartej buzi - i musiałbym to wszystko zjeść jak pies.
Na koniec połknąłem posłusznie, niczym piesek, kundelek, jego wyemitowaną do wnętrza mojej buzi młodzieńczą, białą, bardzo obfitą spermę. Smak tej wydzieliny okazał się okropny! Prawie że zwymiotowałem od owej kleistej cieczy.
Uważam, że uwalnianie przez mężczyznę spermy to niszczące przyjemności, rozkosze marnotrawstwo. Kiedy w męskim rozrodczym układzie znajduje się dużo, wiele spermy, to mężczyzna może czerpać rozkosze całymi godzinami, natomiast zaraz po uwolnieniu nasienia wielkich, intensywnych rozkoszy już przeżywać nie można, tak od razu po wytrysku. Bardzo króciutka chwilka przyjemności nie jest tego warta, absolutnie. Ja w ogóle się nie masturbuję, dzięki czemu stale mogę odczuwać przyjemne napięcie, przyjemną seksualną żądzę - cały czas!
Po zakończeniu tych wszystkich obrzydliwych czynności młody i arogancki potwór uwolnił mnie od brązowej taśmy klejącej, pakowej, on odkleił mnie od stanowiska, zapewnił mi on swobodę, a następnie odszedł bez słowa.
Nigdy nie zapomnę tego okrutnego i podłego człowieka! Postanowiłem napisać o nim w mym kochanym dzienniczku, ażeby nigdy nie zapomnieć tego pozbawionego serca mężczyzny, jak również tego okropnego, koszmarnego dnia. Tutaj pragnę odnieść się do funkcji pamięciowej i wspomnieniowej wytworów, zapisów dziennikowych, a także pamiętnikowych.
Ach, ty łotrze podły, okrutny i bez serca!
Jak można być takim podłym człowiekiem?!
Czy ty nie masz sumienia, arogancki łotrze?!
Moje życie to są jedynie kłujące ciernie. Droga mej egzystencji okazuje się wypełniona strasznymi, niedoprowadzającymi do szczęścia, kłującymi cierniami. Praktycznie na każdym mym kroku napotykam jakiegoś młodego, podłego, okrutnego mężczyznę, bandytę, chłopczyka...





