niedziela, 4 października 2026

(całość wpisu dziennikowego/pamiętnikowego) 3 października 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

 


3 października 2026 roku - Patryk Daniel Garkowski

   3 października 2026 roku, będąc w Płocku, natrafiłem na chłopca, który właśnie trzepał dywan na swoim balkonie. Dywanik, całkiem sporych rozmiarów, wyglądał na starodawny i cechował się on roślinnymi wzorami. Ów młody człowiek używał do swojego działania solidnej trzepaczki. Co chwila tym przedmiotem uderzał w dywanik. Przez moment pomyślałem, że to ja jestem tym dywanem... Lecz myśl ta była ogromnie, bezbrzeżnie przykra.

   Balkon zaś stanowił część mieszkania w bloku i znajdował się na takiej wysokości, że cały, caluteńki kurz, pył z owego dywanu leciał, opadał prosto na przechodniów, brudził ich niemiłosiernie. W przechodzących ludzi kurz, pył z dywanu trafiał z łatwością. Uznałem, że jest to oburzające, niedopuszczalne, nieakceptowalne! Oto postanowiłem zainterweniować. W związku z zachowaniem młodego, zdemoralizowanego obywatela rozpocząłem moją resocjalizacyjną przemowę do niego. Oto działania z zakresu resocjalizacji, pedagogiki mogą być inicjowane, wdrażane doraźnie, od razu po zauważeniu nieprawidłowych zachowań czy postaw młodych ludzi. Jako przykład pragnę tu przywołać tak zwany streetworking oraz pedagogikę ulicy. 

   Przemówiłem do aktywnego ludzkiego organizmu płci męskiej, który miał (uznałem tak w wyniku przeprowadzenia krótkich oględzin) około szesnaście lat. Poinformowałem łotra, pouczyłem tego młodego obywatela, iż kurz z trzepanego właśnie dywanu leci, cały czas leci na przechodniów, trafia kurz, brud z dywanu w przechodzących ludzi, w pieszych uczęszczających po chodniczku. Chłopaczek nie może krzywdzić przechodniów, szkodzić im, jakkolwiek, w żaden sposób. Chłopiec powinien natychmiast przeprosić za swoje zachowanie - wydałem polecenie aroganckiemu przestępcy.

   Niestety, to pouczenie spotkało się z wyśmianiem - oto prostacki chłopiec nie przejął się, on zaśmiał się ze mnie, po czym on na mnie dwukrotnie splunął. Prócz tego ów łajdak zagroził, że skopie mnie i zbije mnie nader mocno swoją trzepaczką po pupie i że zawinie mnie w swój starodawny dywan, i będzie mnie trzymał w piwniczce (blokowej komórce piwnicznej) przez wiele dni, jak dżdżownicę, larwę. Ach, od razu sobie to wyobraziłem!, szczerze wyznaję. Nadto on zacisnął swą młodą dłoń w pięść. Wyraził on gotowość do przemocowych, złych i brutalnych działań, przedsięwzięć. Poczułem wielkie przerażenie, straszny lęk. Okropnie ja się bałem tego młodego łotra. Ale pedagog ulicy, resocjalizator musi przezwyciężać swój strach przed nastoletnimi złoczyńcami, bandziorami płci męskiej.

   Natomiast dwie ów emisje śliny chłopięcej były bardzo obfite i mogły nasunąć na myśl morską bryzę. Nie była to jednak morska bryza, absolutnie! Ślina chłopca, młodzieńca ma określony zapach. Niestety ślina tego nastolatka trafiła w, zapewne wyznaczony, cel - otóż trafiła mnie prosto w twarz! To było doprawdy straszne, to było oburzające! Jak to tak można?!

   Oto tak bezczelny potwór wyznaczył dwa tory swych melicznych pocisków, że oba te ślinowe, obrzydliwe, ohydne pociski, biologiczne wytwory trafiły mnie prosto w mą delikatną buziuleńkę. Cóż za celność, cóż za zręczność u młodego wiekiem złoczyńcy, wykolejeńca! 

   Młody człowiek przejawił nieakceptowalną agresję w stosunku do mnie - osoby wybitnej, sławnej, poważanej, wielce dostojnej. Jednakże ów łajdakowi, ów złemu, niegodziwemu organizmowi postanowiłem natychmiast wybaczyć. I oto przedłużanie resocjalizacyjnej interakcji społecznej nie miało żadnego sensu... Nie byłem w stanie pozytywnie zmienić, ukształtować tego brutalnego, aroganckiego chłopczyka, nie mogłem przemówić mu do rozsądku.

   Ja czym prędzej oddaliłem się z miejsca mej interwencji, z miejsca strasznego zdarzenia. 

   Bałem się, że ten okrutny, bezczelny, zdemoralizowany, młody łajdak do mnie zbiegnie, do mnie zejdzie - bezpośrednio przybiegnie/przyjdzie pod blok. Bałem się, że chłopaczek rzeczony pobije mnie bezbrzeżnie mocno, że on mnie skopie swoimi nogami. Ale tak się nie stało, na szczęście. Oczywiście pouczenie chłopczyka niczego nie dało. Próbowałem argumentować, ale - bezskutecznie.

   Dalej trzepał on swój dywanik trzepaczką; teraz jednak - zdawało się - nieco mocniej niż wcześniej, niż przed inicjacją mojej obywatelskiej interwencji. Zauważyłem tę drobną zmianę w zachowaniu, chociaż obserwowałem modyfikację zachowania tylko przez drobną chwilę. Śpieszyłem się bardzo. Oto jest możliwe, iż w ten sposób wulgarny i podły nastolatek pragnął wyładować swoje negatywne emocje, frustracje aktualne. Spodziewałem się, że niebawem, wkrótce obserwowany organizm uspokoi się. 

   Jeżeli chłopaczek zapragnął wytrzepać swój dywanik, to powinien go trzepać tak, ażeby kurz, pył z tego dywanu nie opadał, nie leciał prosto na przechodniów. Tak nie może być! Moim zdaniem ten młody człowiek płci męskiej specjalnie tak się zachował - to bezsprzecznie organizm nikczemny, niegodziwy oraz zdemoralizowany. Uważam, iż on wymaga długotrwałej, intensywnej resocjalizacji w ośrodku zamkniętym. Poprzez jedno swoje niegodziwe zachowanie pokazał, uświadomił on, kim w istocie on jest. 

   Próbowałem mu wytłumaczyć, że jeżeli kurz opadnie na jakiegoś człowieka przechodzącego akurat, jeśli trafi w jakiegoś, przypadkowego, przechodnia, to taka osoba, taka ofiara może poczuć się bardzo źle i może zostać pobrudzona, ubrudzona, zakurzona, zapylona, a stan zdrowia takiej ofiary może ulec diametralnemu pogorszeniu. 

   Oto astmatyk, osoba mająca astmę, persona mająca problemy z oddechowym układem, oddychająca przez krótki momencik kurzem z niemałego dywanu, mogłaby nawet doznać zapaści, mieć problemy z oddychaniem i musiałaby zostać może hospitalizowana. Przedstawiłem okrutnemu, złośliwemu, antyspołecznemu chłopczykowi negatywne konsekwencje jego działania (to wartościowa metoda w resocjalizacji nieletnich). Lecz on tylko mnie wyśmiał, zagroził, że mnie pobije, że naruszy moją cielesną nietykalność. Młody bandyta opluł mnie aż dwukrotnie, co jasno świadczy o jego bezbrzeżnym okrucieństwie. Taka była jego reakcja! Kiedy zostałem przez niego opluty, poczułem się strasznie poniżony. Odczuwałem bezbrzeżny smutek, wielkie przygnębienie.

   Z tak nieobliczalnymi istotami nie ma co rozmawiać... Nie da się takim osobom przemówić do rozsądku. Ja po prostu musiałem jak najprędzej z tego miejsca niebezpiecznego, zapylonego się oddalić. 

   Żywię nadzieję, iż nigdy więcej tego podłego, bezczelnego chłopczyka nie zobaczę, nie spotkam - w całym moim życiu. A pewnie gdybyśmy na siebie natrafili przypadkiem - w przyszłości, to on by mi bardzo zapragnął jakoś, w jakiś sposób dokuczyć, od razu, niezwłocznie... Tak mniemam. Ten młody łajdak całkowicie zignorował skierowane do niego resocjalizacyjne, doraźne oddziaływanie. Moja obywatelska interwencja nie przyniosła spodziewanych, błyskawicznie zaplanowanych, efektów, rezultatów resocjalizacyjnych.

   Ludzie czasami trzepią swoje dywany. Rzadko, ale jednak, można takie trzepanie dywanika zaobserwować, gdy się idzie, kroczy przez miasto. Oto trzepanie dywanu powinno odbywać się w odpowiedniej ku temu przestrzeni - to nie ulega wątpliwości.