Płatniczy pierścień - Patryk Daniel Garkowski
Do sklepu z samymi skarpetkami
przybył z pierścionkiem chłopczyk kochany.
Kroki w bucikach młodzieniec ten sadził.
Na swoim słudze chciał się wzbogacić...
W sklepie tym były przeróżne skarpetki.
Były dla chłopców, jak i dla bestii...
Skarpetek w tym sklepie było na pęczki.
Lecz tylko pewne sługa mógł wielbić!
Skarpetki tam były przeróżnej maści.
I pewnych szukał ten chłopiec zaradny.
Był on wysoki, spocone miał stopy.
Nie potrzebował w sklepiku pomocy.
Płatniczy pierścień na paluszku on miał.
Ten przedmiot pasował jak ulał!
Tak, tak!
Już płacił nim sobie nie raz, nie dwa.
W momencie płacenia ten pierścień pikał.
Pik, pik, pik, pik!
Bolesny liść.
Bryzowy wir.
I z bólu kwik!
Bardzo bolesne jest uderzenie z pierścienia...
Od niego niewolnik aż piszczy i ćwierka.
Lecz jednak niewolnik od tego nie umiera.
Różne na świecie są ludzi życzenia...
Jedna i druga spocona skarpetka...
Dla świni przewstrętna, niesmaczna breja...
Och, właśnie stopa się chłopcu omsknęła!
I jęczy z bólu ta mumia, ten mięczak...
Czekał na chłopca gdzieś ludzki psiak,
stópki wielbiący ludzki robak.
On się domagał czarnych skarpetek,
lecz białe również on wielbił zaciekle.
Takie skarpetki dawały mu szczęście -
wąchając takie, czuł się przyjemnie.
Białe i czarne były konieczne!
Takie dla sługi były najlepsze!
On się domagał skarpetek czarnych,
jak i skarpetek w kolorze białym.
Więc chłopczyk musiał spełnić tę prośbę,
chociaż to było dla niego żałosne...
Żałosny robak, żałosna larwa!
Wciąż pełzająca i ciągle bezradna!
Żałosna mumia i dżdżownica,
co w stopy chłopców buzią się wciska!
Przecudnie pachnie chłopczyków ślina...
Owady skleja obfita żywica...
Bardzo ten chłopiec, bardzo się wysilał,
ażeby niewolnik wpadł w jego sidła.
Spocone skarpetki
i smrodu bukiety.
Chłopaczek w lato
swoich stóp
nie mył!
Ach!
Dalej dostawać chciał on pieniądze.
Dalej on larwę traktować chciał podle.
Dalej poniżać chciał go wyrostek,
choć był wybrednym niewolnik smakoszem...
U niewolnika szacunek zaskarbił,
gdy mu pozwolił do stóp się łasić.
Kiedy młodzieniec na wiele pozwala,
wtedy go wielbić będzie poczwarka!
W lato chłopaczek chodził na boso.
Sługę owijał w przyjemny kokon.
W lato chłopaczek nie nosił skarpetek.
On był okropnym, strasznym śmierdzielem!
Być niewolnikiem przez cały rok
larwie pozwolił przystojny łotr.
Takie coś nigdy nie musi się znudzić;
a zawsze może być nowy urwis...
Przeróżne skarpetki były w tym sklepie:
czarne i białe,
barwne bajecznie,
piękne i wstrętne,
wełniane, letnie,
też bardzo cienkie,
normalne, śmieszne,
długie i króciuteńkie.
Najprzeróżniejsze...,
najprzeróżniejsze...
Lecz tylko pewne nadają się na wędkę...
Tylko niektóre są na przynętę...
O tym chłopaczek wiedział prześwietnie.
Na niego czekał związany więzień.
Czarne i białe są najpiękniejsze.
Czarne i białe są najcenniejsze.
O tym powinni młodzieńcy wiedzieć,
gdy chcą zdobywać pieniążków wiele...
Czarne i białe noszą łobuzy.
Takimi można się cudnie odurzyć!
A z obrazkami, ach, odrzucają!
Takich dziadziusie nigdy nie łakną!
„Kochany chłopcze - ubłagał go pan -
ty czarne skarpetki kup sobie sam.
Ty możesz zakupić czarne i białe.
Ewentualnie jakieś szarawe!
Oba kolory są doskonałe!
W skarpetkach takich stópki są fajne,
chłopiec ma stópki zgrabne i kształtne!
Wielbiąc takowe, będę jak w transie!
Będę, kochany, niczym w ekstazie!
Soksy śmierdzące nie są szkaradne.
Musisz być dla mnie okrutnym łajdakiem!
Raczyć mnie możesz co chwilę kopniakiem!
Tak, tak!
Ja zasługuję na najgorsze traktowanie -
dla mnie to jest ogromnie ważne.
Cudnie, gdy w czarnych skarpetkach, mój drogi,
odciskają się chłopców stopy!
Cudnie, gdy palce widoczne są stópek!
I widać pięty, pięty koniuszek!
Ach!
Widok to piękny,
gdy znęca się nad kimś królewicz,
gdy pod jego stópkami
musi pełzać nędznik!
Smrodków wspaniałe bukiety...
Ów bagno okropnie mnie nęci!
Nawet nie wiesz, jak daleko
można zajść w swej perwersji!
Och, ja uwielbiam młodzieńców stopy!
Za ich wielbienie im wręczam banknoty!
Jestem wielbienia stópek spragniony.
Tak samo lubię ja wąchać soksy.
Doprawdy jesteś, mój chłopcze, uroczy!
Przez ciebie chciałbym być uwięziony!
Chciałbym przez ciebie być osaczony,
deptany, skopany;
umierać z rozkoszy...
Cudnie, gdy widać stopy przez skarpetki!
Cudnie takowe wąchać i wielbić!
Cudnie takowe wąchać jak pies!
Właśnie do takich skarpetek lgnę!
Ja właśnie takich skarpetek pożądam.
Jedna i druga musi być śmierdząca.
Czarne i białe, czarne i białe!
Ewentualnie jakieś szarawe...
Zaś barwne skarpetki są obrzydliwe.
Do takich ja nigdy się nosem nie zbliżę!
Nie tylko czarna barwa jest męska.
O tym, kochany chłopcze, pamiętaj...
Ale nie mogą być zbytnio cieliste,
ponieważ wtedy ze złości ja kwiczę!
Ważna w tej sferze jest równowaga.
Nie nazbyt wiele od ciebie wymagam...
Wszystko, kochany, ma swoje granice.
Myślę, że nie jest to wcale zawiłe...
Ty kup skarpetki czarne i białe.
Takowe będą wręcz doskonałe!
Tylko takowe ty możesz kupić!
Takowe soksy noszą łobuzy.
Czarne i białe noszą skarpetki.
Cudnie takowe, spocone, wielbić!
Inne kolory - niedopuszczalne.
Bardzo niefajne - skarpetki damskie!
Ach, kolorowe mnie zniechęcają!
Takich to nawet nie wielbię za darmo!
Proszę cię, chłopcze, byś o tym pamiętał,
jeśli ty pragniesz mieć mnie za męża,
jeśli ty pragniesz zarabiać wiele,
łatwo, łatwiutko, dla ciebie śmiesznie!
Czarne skarpetki - to moje życzenie;
tak samo białe wzbudzą wielbienie.
Oba kolory są równie piękne.
Zatem ty oba kolory wybierzesz.
Na białych skarpetkach brud pięknie się odkształca!
Na białych skarpetkach czerń ślicznie się osadza!
Lecz czarne skarpetki są chyba piękniejsze.
Pragnę ja wielbić twe stópki codziennie!
Och, tak!
Żaba zdeptana.
Ja jestem jak larwa!
Nie są zbyt wielkie
te moje żądania...
Będę miał wielkie do ciebie pretensje,
gdy ty zakupisz skarpetki wstrętne!
Złożę do ciebie wnet zażalenie
i nie wspomogę cię nigdy pieniężnie!
Obecnie posiadasz dziecinne skarpety!
Za małe, zbyt barwne -
jestem z tobą szczery...”
Młodzieniec o tym wszystkim pamiętał.
W sklepie on szukał, szukał i szperał.
Szybko odnalazł stosowne skarpetki.
Za moment skorzystał z pierścienia potęgi.
Musiał zakupić on dobre skarpetki,
by jego sługa mu stopy wielbił,
by bardzo wiele na słudze zarabiać,
by zmysły larwy słodko podrażniać...
Wykorzystać chciał robaka,
tego żałosnego dziada,
tego śmiesznego
cielaka,
ów odpad,
ach, tego błazna,
cudaka!
Chciał od niego mnóstwo sianka -
chciał pieniążków mnóstwo zgarniać.
Chłopcy lubią wszak zarabiać.
Nic strasznego - brodzić w bagnach...
Chłopcy lubią zagłębiać się w bagnach,
bo do rozkoszy przyjemna to trasa.
Dla wielu z nich liczy się podła zabawa.
Nader okrutny niejeden jest smarkacz!
Soksy spocone to wielka atrakcja.
Lecz by je wąchać - konieczna opłata!
Tak, tak!
Żaden to problem - nie zmieniać skarpetek.
Żaden to kłopot, by nosić je zwiędłe,
by jedną parę wręcz nosić wiecznie.
Niech się ucieszy to stare szczenię!
i zaspokaja swe stałe pragnienie!
Pragnienie nigdy się nie kończące
owemu chłopcu było po drodze.
Marzenia larwy mu pasowały,
gdyż mógł domagać się od niej zapłaty.
Wyłącznie męskie - czarne lub białe -
takie skarpetki są doskonałe.
Innych skarpetek chłopiec nie kupił.
Był on okrutny i nader nieludzki.
Skarpetki muszą być w pełni normalne.
Nie kolorowe, nie barwne, dziwaczne!
Ani futrzane, dziecięce czy damskie!
Wyłącznie mogą być białe lub czarne!
A co istotne, ze skarpetek włókienka nie mogą odpadać!,
ponieważ larwa by się gniewała...
Ta ludzka larwa nie jest na nie łasa;
źle by się czuła, gdyby je pożarła.
Oto by mogła larwa się rozchorować,
gdyby połknęła włókienko czy odpad,
ach, gdyby była niedobrze żarłoczna,
gdyby utkwiła w niej włókna wiązka...
Do terminala płatniczego
chłopaczek zbliżył swój podły paluszek.
Płatniczy pierścień zapikał - pik.
Ów mądry przedmiocik zapłacił sumkę.
Pik, pik, pik, pik.
Zadziałał ring.
Wyszedł ze sklepu
ten podły zbir.
Ten pierścień płatniczy jest prosty w obsłudze.
Rozumie pierścionek niejedną walutę.
Nim można płacić elektronicznie.
Nie zachowuje się natarczywie.
Podły chłopaczek! Przewstrętne bydlę!
Do swego ringu czuł chłopiec sentyment.
Pierścionek działał wręcz samoczynnie.
Ten pierścioneczek pracował płynnie.
Finansowa operacja
zakończyła się sukcesem.
Pierścień bardzo był posłuszny
i zadziałał bardzo grzecznie.
A choćby sługa był wielce grzeczny,
i tak zmuszony on będzie wielbić
spocone,
ohydne,
obleśne
skarpetki!
Tak, tak!
Godzinami, godzinami.
Przez dzień cały, przez dzień cały!




















