Deszczowa wieża na planecie Halem'no - o motywie deszczowej wieży oraz motywie modyfikowania pogody w serialu: „Star Trek: Discovery” - Patryk Daniel Garkowski
Woda umożliwia nam istnienie. Zapewnia nam egzystencję. To dzięki wodzie na naszej błękitnej, wspaniałej planecie występują żywe organizmy, egzystują na niej rośliny, zwierzęta, a także ludzie. Jednak czasami wody na planecie Ziemi brakuje. Na kuli ziemskiej występują obszary pustynne, obszary dotykane przez zjawiska suszy, tereny uciemiężane przez długotrwałe braki opadów. Niemniej jednak planeta nasza cechuje się ogromną ilością wody w ciekłym stanie. Tych wodnych warunków na planecie Ziemi nie ma nawet co porównywać z fikcyjnym, wymyślonym, przedstawionym w serialu „Star Trek: Discovery” światem noszącym nazwę Halem'no. Halem'no to planeta pustynna, na której nie ma wielkich zbiorników wodnych - nie ma tam oceanów ani mórz.
W uniwersum serialu science-fiction, w uniwersum serialiku fantastyczno-naukowego pt.: „Star Trek: Discovery” mamy do czynienia z przeróżnymi, z wieloma światami, z różnymi planetami, niebieskimi ciałami. W tym uniwersum używane, stosowane są wspaniałe, zaawansowane wytwory techniczne, technologie, takie jak napęd nadświetlny, przesył (czyli teleportacja), replikatory albo choćby maszyny, wieże generujące deszcze oraz ochronne pola. Inteligentne gatunki istot w owym uniwersum mają możność kształtować, modyfikować pogodę, zjawiska przyrodnicze swych macierzystych niebieskich ciał.
Na przykład Denobulianie, których świat nękany był przez okropne sztormy, budowali i budują nadal, wciąż pogodowe wieże, te zjawiska sztormy zwalczające, eliminujące, okiełznujące. Umieją oni budować wieże deszczowe, zapewniające wodę na światach pustynnych, wody powierzchniowej pozbawionych, emitujące pola chroniące przed piaskowymi burzami; ta wielce zaawansowana technologia znalazła zastosowanie na planecie Halem'no - w ramach prowadzonej humanitarnej misji. Kosmici mogą pomagać sobie nawzajem.
Jedną z ukazanych, zademonstrowanych fikcyjnych planet uniwersum serialu jest Halem'no. To pustynna planeta. Bardzo sucha. Jej klasa to M. Cechuje się ona wielkim niedoborem wody. Na planecie owej panowała i wciąż panuje susza globalna, to znaczy taka, która obejmowała i obejmuje zdecydowaną, większą część powierzchni planety. W czasie toczenia się akcji szóstego odcinka piątego sezonu serialu glob ten bardzo potrzebował życiodajnych deszczy, potrzebował on wody. Burze piaskowe na tej planecie nasilały się wciąż i wciąż. Tylko jedna życiodajna, zielona strefa występowała na planecie. Do strefy tej mogli wędrować Halemnici, żeby chronić się przed okropnym piaskiem, przed piaskowymi burzami. Bez wątpienia można określić tę zieloną strefę ukształtowaną przez deszczową wieżę mianem azylu.
Planeta, o której traktuje moja praca, została ukazana w szóstym odcinku piątego sezonu przywołanego serialu science-fiction. To właśnie w tym ekscytującym odcinku poznajemy ową niezwykłą planetę, poznajemy jej społeczeństwo preindustrialne i zarazem preworpowe, przypominające pierwotne, czyli Halemnitów. W tym właśnie odcinku serialu zawarte zostały motywy: motyw wieży deszczowej oraz motyw modyfikowania, kształtowania pogody.
Oto Halemnici stanowią społeczeństwo preindustrialne oraz preworpowe. To nie jest społeczeństwo technicznie zaawansowane. Nie zna to społeczeństwo napędu worp, umożliwiającego, jak wiadomo, bezbrzeżnie szybkie podróżowanie po pełnym osobliwości Wszechświecie. Halemnici nie mają rozwiniętego przemysłu, nie mają oni elektrycznej sieci na swej trudnej do życia planecie. Nie umieją kontrolować pogody ani przyrodniczych zjawisk na Halem'no. To lud bardzo prymitywny. Prowadzą Halemnici sady, uprawy roślin w obrębie zielonego sektora zapewnionego przez ostatnią działającą jeszcze deszczową wieżę, a zatem przez maszynę. O te rośliny, uprawy trzeba się odpowiednio troszczyć.
Kiedy Halemnici przebywają na obszarach pustynnych, to cierpią i doświadczają egzystencjalnych trudów. Nie mają łatwego życia. Trudy egzystencjalne odzwierciedla język tegoż ludu prymitywnego.
Na granicy zielonej strefy utworzonej przez ostatnią, działającą jeszcze wieżę deszczową, która generuje ochronne pole zabezpieczające wnętrze zielonej, życiodajnej strefy przed piaskowymi burzami, a mianowicie na granicy z pustynią, zmiatać trzeba zawiewany z pustyni, wszędobylski piach. Kiedy wdychany piach dostaje się do płuc przedstawicieli tego ludu, to może prowadzić do duszności, do poważnych zdrowotnych komplikacji. Społeczeństwo Halemnitów jest wielce prymitywne. Nie korzystają te humanoidy z technologii transportowej worp. A zatem obowiązuje odnośnie Halemnitów tak zwana pierwsza dyrektywa.
Jej trzeba przestrzegać. To norma społeczna i prawna. Przestrzegać jej musi chociażby załoga statku kosmicznego Discovery. A czego dotyczy ta dyrektywa?
Otóż zgodnie z ów dyrektywą, z tą społeczną normą, nie można cywilizacjom preworpowym ujawniać technologii, nie można ingerować w naturalny rozwój takich społeczeństw, ludów, cywilizacji preworpowych, czyli nieumiejących odpowiednio szybko podróżować po Wszechświecie. Rzeczona dyrektywa wydawać się może niesprawiedliwa oraz nierozsądna. Jednak zważyć należy na różne możliwe okoliczności, na potencjalne, straszne, możliwe zagrożenia związane, korespondujące z ujawnianiem technologii cywilizacjom, społeczeństwom, ludom czy kulturom na to zupełnie nie gotowym.
Roztkajmy w wyobraźni następującą sytuację. Oto mogłoby się zdarzyć, iż skłonna do przemocy, do agresji, niegotowa na pomoc zewnętrzną, na techniczne, naukowe wsparcie kosmitów, na innowacje techniczne z kosmosu, kolektywistyczna cywilizacja preworpowa, która to otrzymałaby różne technologie od gatunku bardziej zaawansowanego technicznie, mogłaby pogrążyć się w wojnach i doprowadzić do swojego szybkiego unicestwienia, do swego upadku. Dlatego, ponieważ nie byłaby po prostu gotowa na wysoce zaawansowane technologie, wynalazki, których by używała do czynienia zła, do prowadzenia wojen, do eksterminacji, do zabijania.
Ingerowanie w naturalny rozwój jakiejś kultury, cywilizacji, jakiegoś społeczeństwa poprzez udostępnianie organizmom technologii, technicznych wytworów mogłoby doprowadzić do nieprzewidywalnych, ujemnych następstw, ponieważ mogłoby się łączyć z zakłócaniem naturalnego toku rozwoju danej kultury, cywilizacji czy danego społeczeństwa.
A zatem, uwzględniając to wszystko, pierwsza dyrektywa w istocie chroni, zabezpiecza cywilizacje, społeczeństwa, ludy, kultury preworpowe, chroni ich rozwój naturalny, zabezpiecza je przed zniszczeniem, przed upadkiem, przed zgubą. I nie jest ów dyrektywa tak okrutna, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, ponieważ cywilizacjom preworpowym można tak naprawdę technicznie pomagać, jeżeli grozi im zagłada, unicestwienie, coś wielce poważnego i straszliwego. Trzeba wówczas tylko, jedynie maskować techniczną, udzieloną pomoc, kamuflować ją należycie. Nie można tej pomocy udzielonej eksponować, prezentować. Zaś w sytuacjach tego wymagających można nawet całkowicie naruszać, odrzucać pierwszą dyrektywę, jeśli ma to na celu niesienie pomocy, wsparcia, ofiarowywanie dobra, uchronienie jakiegoś społeczeństwa, jakiejś kultury, cywilizacji przed destrukcją. Albowiem pierwsza dyrektywa nie jest czymś, czego nigdy przekroczyć nie wolno. Oto w ważnych wypadkach można ów normę naruszać.
Wówczas to jednak trzeba, należy maskować odpowiednie, wdrożone techniczne rozwiązania, ukrywać je, czego przykładem są właśnie wieże deszczowe/pogodowe, ulokowane na pustynnej planecie Halem'no. Te wysoce zaawansowane technicznie obiekty, systemy, maszyny przypominały góry zwyczajne, normalne, jak również budowle właściwe architektonicznym stylem Halemnitom, przypominały kamienne, starożytne, prastare świątynie. Halemnici nie zdawali sobie sprawy, że mają do czynienia z wysoce zaawansowanymi wytworami techniki, z maszynami.
A zatem nie złamano pierwszej dyrektywy, budując ów wieże deszczowe na planecie cywilizacji preworpowej Halemnitów, którym groziło przecież wymarcie z powodu suszy globalnej, z powodu niedoborów, braków wody. Oto bez pomocy z zewnątrz ten gatunek rozumnych istot, humanoidów by wymarł, o czym wiedziano. Należało więc temu gatunkowi niezwłocznie pomóc.
Tak więc dzięki maskowaniu zaawansowanych technologii, technicznych rozwiązań wdrażanych, inicjowanych można pomagać preworpowym cywilizacjom i nie narusza to zupełnie pierwszej dyrektywy. Choć wydaje się ją nieco naginać.
Co więcej, może się zdarzać w ów uniwersum, iż gatunek tworzący cywilizację na wysokim poziomie rozwoju poczuje więź z jakimś innym, prymitywnym gatunkiem, zamieszkującym inne niebieskie ciało, inną planetę i zechce pomóc temu mniej zaawansowanemu gatunkowi, zechce go uchronić przed zagładą, przed zgubą, przed unicestwieniem totalnym. Na przykład Denobulianie okazują empatię, oni szanują inne gatunki, swych bliźnich; oni poczuli społeczną więź z Halemnitami i przejawiali intensywne dążenia, ażeby temu ludowi pomóc, ażeby go wesprzeć technicznie i uchronić od zagłady. Z drugiej jednak strony pustynna planeta Halem'no znajdowała się na szlaku handlowym Denobulian, a zatem mogli oni widzieć jakieś potencjalne ekonomiczne korzyści wynikające ze wsparcia mieszkańców tego niebieskiego ciała, być może jakieś korzyści w odległej przyszłości. W każdym razie, skoro planeta Halem'no znajdowała się na ich szlaku handlowym, to mogli oni w ogóle zauważyć, spostrzec, że w ogóle takie ciało niebieskie istnieje.
Hitoroshi Kreel reprezentujący Denobulian dawno temu modyfikował pogodę na różnych, na wielu światach. Działał on czynnie w zakresie sfery modyfikacji pogody. Ten wybitny uczony projektował wieże deszcze generujące, a zatem denobuliańskie wieże pogodowe. Oto na pustynnych światach wodę można pozyskiwać prosto z powietrza, i tę właśnie możliwość wykorzystywały dobroczynne wieże deszczowe. Pozyskana z powietrza woda stanowić może niezanieczyszczoną i destylowaną. Nie jest trudne zasiewanie chmur jodkiem srebra, tak aby spadał na powierzchnię ciała niebieskiego deszcz kochany.
Oto chmury mogą być zasiewane związkiem chemicznym: jodkiem srebra. Oto rozpylanie jodku srebra w chmurach prowadzić może do opadów, które to spadają na powierzchnię niebieskiego ciała, planety. Tak więc nawet na nader pustynnej planecie może występować w odpowiedniej ilości woda, jeżeli tylko zostaną użyte odpowiednie techniczne rozwiązania, instalacje, systemy, urządzenia. Technika może wspomagać społeczeństwa, cywilizacje, kultury, lecz jednocześnie łączy się ona z odpowiedzialnością.
Mechanizm działania deszczowych wież na planecie Halem'no polegał na tym, że ów wieże deszczowe zasiewały chmury związkiem chemicznym: jodkiem srebra (o wzorze sumarycznym AgI). Technologia ta nie uległa zmianom od czasów doktora Kreela (fabuła serialu obejmuje bardzo długi okres czasu). Tak zatem było zarówno w czasach tego naukowca - doktora Kreela, jak i podczas toczenia się akcji serialu, co świadczy o tym, iż emitowanie do chmur jodku srebra nie wymagało zastąpienia inną, lepszą technologią, jakąś techniczną innowacją. A przynajmniej na Halem'no od około 800 lat, a zatem od momentu skonstruowania, ulokowania paneli sterowania wież deszczowych na tej planecie, technologia polegająca na zasiewaniu chmur jodkiem srebra nie uległa modyfikacjom, żadnym zmianom. Może na innych niebieskich ciałach, na innych planetach czy księżycach technologia modyfikacji pogody poszła do przodu, dalej, ona uległa przemianom kolosalnym, stała się bardziej zaawansowana, odmienna. Nie wiadomo tego. No i przecież różne gatunki inteligentnych kosmitów, humanoidów mogą mieć odmienne metody na kształtowanie, modyfikowanie pogody; w ukazanym uniwersum występuje bogactwo inteligentnych gatunków. To również należy uwzględnić w czynionych rozważaniach. I przecież Halemnici pozostawieni zostali samym sobie. To dopiero załoga statku Discovery im pomogła, w dziejowym, wielce trudnym dla prymitywnego ludu planety Halem'no momencie, kiedy to lud Halemnitów zbliżał się już do zagłady - przecież pozostała im ostatnia już deszczowa wieża, prawie że całkowicie zepsuta - ona wręcz dogorywała, czyli zbliżała się do swojej śmierci.
Halemnici nie znali technologii deszczowych wież, nie umieli się o nie troszczyć należycie, nie umieli oni tych obiektów technicznych, systemów konserwować, naprawiać, choćby ich resetować, nie umieli korzystać z paneli sterowania owych deszczowych wież. Nie umieli oni kształtować, modyfikować pogody i byli zdani na funkcjonowanie, na pracę automatycznych, autonomicznych urządzeń, maszyn zwanych pogodowymi wieżami. Kiedy obecne na ich pustynnej planecie wieże deszczowe przestały funkcjonować i doznały poważnych awarii, to miasta skupione wokół tychże wież pogodowych upadły, przestały istnieć. Życiodajne, zielone strefy zanikły po awariach ów ważnych dla planety technicznych obiektów. Dzięki wieżom deszczowym mogły się wokół nich rozrastać miejskie ośrodki. Na pustyni nie mogły powstawać i rozkwitać miasta.
Wieże deszczowe na planecie Halem'no, deszcze generujące, kreujące zielone strefy wokół siebie i chroniące organizmy, humanoidy przed piaskowymi burzami, tworzące pola ochronne przed zjawiskami piaskowymi burzami, były ukryte, zakamuflowane przed Halemnitami - wyglądały ów obiekty zaawansowane technicznie niczym zwyczajne góry i kamienne, starożytne świątynie (no bo przecież nie można było złamać pierwszej dyrektywy, opisanej wcześniej w tej pracy). Oto wieże pogodowe należało ukryć, zakamuflować w naturalnym otoczeniu. Jednak działania przestrzegające pierwszej dyrektywy doprowadziły do poważnych społecznych skutków, co pragnę uwzględnić w mej pracy.
Oto Halemnici włączyli te imitacje gór, te pasujące architektonicznym stylem do ich poziomu rozwoju budynki do swego systemu wierzeń, do swojej religii, a zatem dokonali oni mitologizacji materii nieożywionej. Warto zważyć, iż Halemnici wierzyli, że ich wymyśleni bogowie zniszczyli pozostałe życiodajne szczyty. To są oczywiście przejawy mitologizacji. System wierzeń u Halemnitów tak się rozwinął, w złym kierunku, że zaczęli oni składać ofiary z ludzi, aby uzyskiwać deszcze, ażeby bogowie zsyłali im wodę z niebios. Konstruktorzy deszczowych wież, jak również projektant wież - doktor Kreel, powinni tak naprawdę się tego spodziewać. Jednakże wykazano w tej materii ignorancję, uważam. Halemnitów pozostawiono samych sobie. Ich kulturowy rozwój poszedł w złym kierunku i był nierozerwalnie zespolony z materią nieożywioną, zapewnioną przez obcą, zaawansowaną cywilizację.
Na początku akcji odcinka serialu działa tylko jedna pogodowa wieża na Halem'no, która już zresztą dogorywa i wkrótce się zepsuje doszczętnie. Z kolei pozostałe cztery wieże deszczowe uległy awariom i przestały one funkcjonować, przestały zasiewać chmury na planecie Halem'no z powodu technicznych problemów, awarii, o których to jednak prosty, prymitywny lud nie wiedział wcale. Bez odpowiedniej konserwacji, bez odpowiedniego dbania o urządzenia, systemy w końcu musiało do tego przecież dojść. Rozmaite, wielorakie obiekty techniczne należy utrzymywać w dobrym, odpowiednim stanie. Trzeba się o nie troszczyć właściwie. Należy wobec obiektów technicznych przeprowadzać odpowiednie czynności. Zaś nieprzeprowadzanie odpowiednich, adekwatnych, dobrych czynności technicznych doprowadzić może do awarii, do zaburzeń, uszkodzeń wielkich, do zaprzestania funkcjonowania nawet i obiektu technicznie zaawansowanego, nawet i takiego obiektu, który to wydaje się autonomiczny zupełnie, całkowicie zautomatyzowany, niepotrzebujący ludzkiego nadzoru do swojej pracy, do swych czynności pięknych. Nawet bowiem autonomiczne, automatyczne urządzenia, obiekty techniczne mogą w końcu potrzebować czynności humanoida, czynności humanoidalnego operatora, chociażby zresetowania. I również takie maszyny trzeba użytkować, trzeba poddawać je różnym czynnościom, chociażby naprawom, kiedy okazuje się to konieczne.
Oto doktor Hitoroshi Kreel, z gatunku Denobulian, pomógł społeczeństwu planety Halem'no poprzez zaprojektowanie, wprowadzenie tam deszczowych wież, generujących deszcze, kreujących zielone strefy wokół siebie, chroniących ludność, organizmy żywe przed piaskowymi burzami. Wieże te, potrafiące zasiewać chmury, a tym samym generować deszcze, potrafiące wytwarzać ochraniające przed piaskowymi burzami pola, zostały ukryte przed prymitywnym społeczeństwem, zakamuflowane odpowiednio, w należyty sposób. Wyglądały owe obiekty techniczne niczym wysokie góry oraz niczym budowle zgodne z poziomem zaawansowania cywilizacji Halem'no. Wytwory skalne, kamienne bardzo przypominały, choć z drugiej strony wybitny znawca mógłby dostrzec ich finezyjność, nieadekwatność, niedopasowanie do otoczenia. Lecz zauważenie takich niuansów wymagałoby odpowiedniej wiedzy. Ja jestem między innymi geologiem i historykiem sztuki, znawcą techniki oraz choćby mechatronikiem.
Prostym Halemnitom nie wyjaśniono istoty tej całej technologii związanej z deszczowymi wieżami, nie nauczono tegoż ludu, jak konserwować, jak troszczyć się o deszczowe wieże, jak użytkować panele sterowania owych wież pogodowych. Takie zaniechanie, takie postępowanie, przestrzegające nierzadko niesprawiedliwej pierwszej dyrektywy, mogło doprowadzić do wymarcia inteligentnego, humanoidalnego gatunku. Wieże deszczowe/pogodowe na Halem'no wymagały opieki ze strony inteligentnych operatorów. Nie można było pozostawić tych wież samym sobie, na zawsze, na wieki, mimo że przecież były to maszyny autonomiczne, działające bez udziału istot rozumnych, jeśli chodzi o ich cykle pracy. Natomiast wymagały one konserwacji, napraw awarii, różnych usterek; samoczynnie naprawiać się nie mogły owe wspaniałe pogodowe urządzenia.
W końcu prawie wszystkie wieże deszczowe na Halem'no się zepsuły, przestały funkcjonować. Poza jedną, która już przecież dogorywała, umierała. Ostatnia wieża miała się niebawem zepsuć doszczętnie. I przecież wiadomo, że od dawna u Halemnitów nie padały deszcze, kiedy ten lud odwiedzają bohaterki: Michael Burnham (czytamy: Majkel Bernam) oraz Sylvia Tilly, w ramach ekspedycji.
Oto na Halem'no wszystkie poza jedną obecne na planecie wieże deszczowe zepsuły się, przestały funkcjonować, gdy toczy się akcja odcinka serialu, kiedy to na pustynną planetę przybywają bohaterki: Michael Burnham oraz Sylvia Tilly. Bez ingerencji, bez pomocy Halemnitom ów lud preindustrialny, a także preworpowy zostałby unicestwiony. To jest jasne jak słońce.
Na początku akcji odcinka serialu statek Discovery wykrywa sprawną, jedną tylko denobuliańską pogodową wieżę na pustynnej planecie Halem'no. Tylko jedna zatem pozostała taka wieża deszczowa społeczeństwu planety, wcześniej więcej ów zaawansowanych maszyn, urządzeń działało. Powinna ona produkować deszcz, powinna wytwarzać ona ochronne pole przed burzami piaskowymi oraz powinna kształtować, tworzyć przyjazną, zieloną, pierścieniową strefę bezpieczną - tak jest w istocie, jak na razie. Ów zielona, życiodajna strefa, przyjmująca kształt okręgu, widoczna była z kosmosu, z orbity wysoce pustynnej planety. Mogła tę przypominającą okrąg strefę zobaczyć załoga statku Discovery. Personel statku kosmicznego tę strefę mógł dostrzec wyraźnie, bez kłopotu. Z kolei wokół, blisko tej strefy widoczne były pustynne piaski, tereny nader suche, pozbawione roślinności, co również było do zauważenia, do zobaczenia z kosmosu.
A zatem ostatnia pozostała działająca wieża deszczowa tworzyła, kreowała klimat astrefowy, dla Halemnitów przyjazny, odpowiedni, komfortowy. Tam gdzie wywierała wieża pogodowa swe oddziaływanie, rosły lasy i było zielono. Tam znajdowała się woda, choćby zgromadzona w roślinach, we florze, ale nie tylko tam woda była. Halemnici mieli tam zapewniony dostęp do pożywienia, mieli odpowiednie schronienie na wielce niegościnnej planecie. W zielonej strefie zapewnionej przez deszczową wieżę mogli prowadzić Halemnici uprawy roślin jadalnych, prowadzić mogli sady, również na samej granicy zielonej strefy, gdzie to kończyła się chroniąca przed burzami piaskowymi bariera generowana przez deszczową wieżę. Tam mogli Halemnici zbudować swe miasto. Wędrowcy z daleka, z odległych pustyń, mogli przybywać do zielonej strefy ukształtowanej przez deszczową wieżę, aby zaznać ukojenia, spokoju, aby zmniejszyć swoje egzystencjalne cierpienia, nierozerwalnie powiązane, skorelowane z życiem na pustynnych obszarach.
Załoga statku Discovery, korzystająca z nowoczesnych rozwiązań technicznych, mogła z kosmosu dostrzec tylko jedną zieloną, przypominającą pierścień, sporą strefę rozciągającą się wokół ostatniej, działającej jeszcze deszczowej wieży. Cała zaś reszta planety wyglądała na bardzo suchą pustynię, pozbawioną większych skupisk roślinności. A zatem nigdzie indziej, poza jedną, sporawą zieloną strefą ukształtowaną przez dogorywającą deszczową wieżę, nie widać było z kosmosu żadnych większych roślinnych formacji. Żadnych lasów. A więc ostatnia, działająca jeszcze deszczowa wieża była bardzo, nader istotnym planetarnym obiektem sztucznym. Podtrzymywała na Halem'no życie, zapewniała ona przetrwanie cywilizacji, społeczeństwu Halemnitów.
Wiadomo, iż tę ostatnią działającą na pustynnej planecie Halem'no deszczową wieżę zaprojektował doktor Kreel. Przeczuwał on, iż wieża będzie dobrze chroniona. Spodziewał się pewnie, iż lud Halemnitów włączy życiodajne skały, kamienne obiekty do swego systemu wierzeniowego, religijnego, że będzie obdarzał cudowne skały, budynki kamienne kultem. Lecz może nie spodziewał się on, iż pojawią się ofiary z ludzi, dla uzyskania deszczy, dla łaski, dla przebłagania bogów. Nie wszyscy mieli dostęp do Wysokiego Szczytu, co świadczy o tym, że przekonania doktora się sprawdziły. Oto doktor Kreel uruchomił tę konkretną wieżę na Halem'no w ramach humanitarnej misji i ukrył ją, ażeby nie złamać pierwszej dyrektywy. Była to misja humanitarna, ponieważ dzięki niej można było pomóc prymitywnemu ludowi, niemogącemu przezwyciężyć swoich kłopotów z powodu braku odpowiedniego zaawansowania technicznego, zaawansowania cywilizacyjnego, bez udzielenia wsparcia ów gatunek humanoidów by wymarł.
Okazało się, iż ostatnia działająca na planecie wieża deszczowa przypomina zwyczajną górę oraz równocześnie pasującą architektonicznym stylem do kultury Halemnitów budowlę i że egzystuje na planecie społeczeństwo preworpowe, zbliżające się do swojego upadku, do unicestwienia, do zguby. Oto od długiego czasu na Halem'no nie padały życiodajne deszcze, zaś ta ostatnia wieża deszczowa jeszcze działająca szwankuje. Okazało się, że zaraz ona całkowicie wysiądzie, że ulegnie awarii całkowitej, zupełnej. Że spotka ją to samo, co inne, pozostałe autonomiczne konstrukcje.
Tę ostatnią działającą wieżę, nie wiedząc o niej, o tej technologii, Halemnici nazywają Wysokim Szczytem. Lud owy wierzy, iż można z niej rozmawiać z bogami. A zatem Wysoki Szczyt stanowi ważny, istotny element wierzeń u prymitywnych Halemnitów. Na Wysokim Szczycie według tego społeczeństwa, znającego trzy tożsamości płciowe, znajduje się umożliwiająca zaznawanie błogosławieństw boskich świątynia. A zatem techniczny obiekt - wieża deszczowa - został zaaranżowany, zakamuflowany na starożytną, kamienną świątynną budowlę, nie tylko na górę. Tylko wybrani mogą do świątyni wejść, mogą tam wkroczyć, a zatem do świątyni na Wysokim Szczycie. U społeczeństwa Halemnitów występują kapłani zwani kapłanami Szczytu. Nie ma ich jednak wielu, a przynajmniej serial nie pokazał ich liczebności. Widzimy wszakże tylko jednego kapłana, który to zamyka swą córkę oraz Tilly w świątyni, skazując obie kobiety na śmierć w mękach (ostatecznie nie umierają one). Nie wydaje się to być jednak jakaś wyodrębniona ze społeczeństwa kasta, obdarzona szczególnymi przywilejami. Zresztą przecież, rzekomo, w tym społeczeństwie nie ma grup, warstw czy klas społecznych, nie ma tam społecznej hierarchii, osobników lepszych od innych, co sygnalizuje język tegoż ludu, nie znający takich, takowych pojęć.
W skład wierzeń religijnych, w skład kultury Halemnitów wchodzi również wyścig, rajd zwany Podróżą Matki Towarzyszki. Jest to jednocześnie wyścig i próba, i jest to pewne widowisko. Mianowicie lud Halemnitów wierzy, iż jest to widowisko dla samych bogów. Według Halemnitów bogowie mogą zsyłać na ziemię deszcze życiodajne. Nie rozumieją Halemnici zaawansowanej techniki, reprezentowanej na Halem'no przez deszczowe czy też pogodowe wieże, zatem przez zaawansowane technicznie maszyny, systemy.
Oto zwycięzca wspomnianego wyścigu może wejść do świątyni na szczycie, do wnętrza tak zwanego Szczytu, a zatem tak naprawdę do obiektu technicznego, do systemu deszczowej wieży, i będąc w tym miejscu, wyglądającym jak starożytna świątynia, może, według wierzeń ludu Halemnitów, uzyskać łaskę, błogosławieństwo boskie, może umożliwić zesłanie deszczu, tym samym, jednocześnie poświęcając się jako ofiara. Tak Halemnici wierzą.
A zatem zjawisko technologiczne - zasiewanie chmur jodkiem srebra i generowanie deszczy z powodu braku odpowiedniej wiedzy Halemnici postrzegają za zjawisko nadnaturalne, nadprzyrodzone, mistyczne. Zwycięzca wyścigu w tej świątyni zostaje zamknięty i tam umiera z powodu braku tlenu. Z powodu niedotlenienia.
Prócz tego warto pamiętać, iż wyścigi owe są organizowane na prośbę, na życzenie choćby tylko jednego, pojedynczego człowieka. Organizacja wyścigu na górę nie jest zatem uzależniona od decyzji, od woli jakiegoś władcy, jakiegoś gremium, ciała kolegialnego czy od decyzji jakiejś elitarnej grupy. W tym prostym społeczeństwie nie ma takiej władzy, a przynajmniej nie została ona ukazana, zasygnalizowana wyraźnie. W mym przekonaniu cywilizację Halemnitów przedstawiono w bardzo, w nader uproszczony sposób, nie uwzględniono pewnych realiów, socjologicznych praw właściwych dla humanoidów, takich jak ludzie egzystujący na planecie Ziemi, ale mniejsza o to.
Podróżowanie w ramach wyścigu okazuje się trudne i mało kto kończy swą podróż - wiele osób rezygnuje z dalszej drogi, poddaje się. Lecz ta persona, która odpowiednio daleko dociera i przezwycięża pokusę napicia się wody, toteż ta osoba, która zwycięża, triumfuje, wkracza do obiektu na szczycie. W tym obiekcie umiera, po tym jak zamykają się drzwi (drzwi zamyka kapłan, który akurat drzwi umie obsługiwać, co ciekawe, zarówno potrafi je zamykać, jak i otwierać!) i brakuje tlenu do oddychania. A zatem Halemnici przejawiają określone wierzenia religijne i te religijne wierzenia są ujemną konsekwencją działań reprezentowanych przez doktora Kreela.
Widzimy, jak kapłan zamyka drzwi do świątyni, więżąc tam, w środku, dwie bohaterki - swoją własną córkę oraz Tilly - członkinię załogi statku Discovery. Obie kobiety zwyciężyły w rytualnym wyścigu zwanym Podróżą Matki Towarzyszki. Co ciekawe, akurat drzwi konstrukcji kapłan zamykać umie, tak samo umie je otwierać. Świadczy to więc o tym, iż częściowo, w niewielkiej mierze obiekt obsługiwać kapłani jednak umieją, uczą się tego jakoś. To zaś dowodzi pewnej izolacji kapłanów od reszty społeczeństwa, ich elitarności, ich kastowości. Pozornie zatem ukazane społeczeństwo Halemnitów wydaje się całkowicie równe i pozbawione społecznej hierarchii - w istocie tak nie jest. Kapłani uczą się otwierać i zamykać drzwi swojej kamiennej świątyni, a w rzeczywistości technicznego obiektu, drzwi deszczowej wieży.
W kulminacyjnym punkcie odcinka przygodowego serialu science-fiction obudowa świątyni rusza się, bo obiekt techniczny pracuje, funkcjonuje. Dwie bohaterki znajdują się w próżniowej komorze, gdzie odsysane jest powietrze. A zatem grozi kobietom śmierć z powodu niedotlenienia, z powodu braku życiodajnego tlenu do oddychania. Nie z powodu trujących chemikaliów kobietom grozi śmierć przeokropna. Określonym szybem docierają chemikalia, lecz nie zatruwają one próżniowej komory. Ściany konstrukcji, obiektu technicznego zostały wykonane z materiału tritanium - uniemożliwiającego przesył, zakłócając sygnały - dlatego dwie uwięzione bohaterki nie mogą być uratowane poprzez przesył (czyli poprzez teleportację). Z takiego właśnie materiału zostały ściany wykonane, ażeby po prostu nie zapadły się podczas trwania całego procesu technologicznego związanego z zasiewaniem chmur, powiązanego z kształtowaniem, z modyfikowaniem pogody. Gdyby bowiem zastosowano materiał inny, a zatem materiał umożliwiający przesył (teleportację) z zewnątrz, to wówczas ściany podczas całego procesu technologicznego, skorelowanego z generowaniem deszczu, mogłyby się zniszczyć, uszkodzić, zapaść, one mogłyby ulec destrukcji. Wprowadzenie takiego materiału, to znaczy tritanium, nie wynikało więc z żadnych złośliwości podczas projektowania i konstruowania obiektu.
Sytuacja wydawała się, doprawdy, beznadziejna. Obu bohaterkom groziła śmierć straszliwa. Na szczęście jednak wszystko skończyło się dobrze. Bohaterki nie umarły w komorze technicznej maszyny, instalacji, zaaranżowanej, zakamuflowanej na część świątyni, pasującej do rozwoju ludu swym architektonicznym stylem. W ramach kamuflażu i aby nie złamać pierwszej dyrektywy cała instalacja pogodowa, cała ta deszczowa wieża została ukryta pod postacią góry i jednocześnie pod postacią pasującej architektonicznym stylem do Halemnitów budowli, konstrukcji sakralnej.
Początkowo wież pogodowych na pustynnej planecie Halem'no było więcej niż tylko jedna. Poza tą ostatnią działającą statek Discovery wykrył cztery pogodowe wieże. A zatem łącznie, na całej planecie (można łatwo policzyć) było ich pięć. Prawie wszystkie te wieże, te systemy uległy awarii, ponieważ matryce dystrybucji energii utraciły swe kalibracje. I aktualnie to samo działo się na początku akcji odcinka serialu z Wysokim Szczytem, czyli z tą ostatnią działającą jeszcze wieżą deszczową, z maszyną. A to, co działo się z nią złego, skorelowane było z wytwarzaniem pola uniemożliwiającego przesył, toteż teleportację.
Sytuacja nie była jednak tak beznadziejna, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać...
Oto wszystkie obecne na planecie deszczowe wieże mają ukryte zapasowe panele sterowania, dzięki to którym można zresetować ustawienia, można dokonać stosownych napraw, konserwacji, dzięki którym można przejawić określone, dobre czynności techniczne. Jednak Halemnici o tym nie wiedzieli. Gdyby umieli konserwować deszczowe wieże, to ich miasta z pewnością by nie upadły.
Oto niegdyś, przy wszystkich wieżach deszczowych rozwijały się miasta Halemnitów. Jednakże miasta owe po awarii wież uległy zniszczeniu, te miejskie ośrodki nie mogły bez funkcjonowania zepsutych deszczowych wież funkcjonować, istnieć. Oto okazuje się, iż bez naprawienia tej ostatniej dogorywającej wieży deszczowej wszyscy by umarli. Nie pozostałby już nikt z rdzennej ludności, z autochtonów. Dlatego należało Halemnitom szybko, niezwłocznie pomóc. Należało natychmiast naruszyć pierwszą dyrektywę - dla większego dobra. Przecież Halemnici nie przetrwaliby bez ingerencji z zewnątrz. Już naprawienie zaledwie, tylko jednej deszczowej wieży wybudowanej na ich planecie stulecia temu, wieki temu mogło uchronić ów prosty lud przed unicestwieniem, przed zgubą.
Okazało się, że konsola, ukryty panel sterowania dogorywającej wieży deszczowej ma aż 800 lat i że puściła radiacyjna osłona. Radiacja zaś spowodowała mutacje u mchów, które miały odmienny kolor od większości mchów rosnących w lesie. Oto podążanie za zmutowanymi mchami doprowadziło bohaterkę Michael Burnham do zakamuflowanej, ukrytej konsoli ostatniej działającej jeszcze deszczowej wieży.
Konsola ta nie znajdowała się bezpośrednio w obiekcie - w samej deszczowej wieży, lecz została usytuowana w całkiem dalekiej od tego obiektu technicznego odległości. To jest zrozumiałe. Był to przecież dodatkowy panel sterowania, zapasowy. Na wszelki wypadek, awaryjny. Oto bohaterka serialu Michael Burnham znalazła ukryty, zakamuflowany panel sterowania, otworzyła ów panel sterowania, zaczęła go skanować za pomocą ulokowanej w oku zaawansowanej technologii (czyli za pomocą trikordera źrenicowego). Skanowanie dobitnie ujawniło, iż ta technologia pogodowa wymaga natychmiastowej konserwacji, naprawy. Nie było ani chwili do stracenia. Oto więc należało odbudować płytę główną, nie wyłączając jej. Należało obejść pomocniczy obwód zasilania. Należało złą interferencję usunąć niezwłocznie. Odważnej i rezolutnej Michael Burnham udało się to wszystko dzięki instrukcjom pewnej mądrej osoby z załogi statku Discovery. Udało się bohaterce naprawić panel sterowania. On już działał poprawnie.
Bez nabycia przez Halemnitów, a przynajmniej przez kapłanów tegoż ludu, toteż przez przedstawicieli ważnej kasty, grupy społecznej, umiejętności konserwowania wież deszczowych mogliby Halemnici wymrzeć wkrótce, niebawem. Z powodu trudnej, ciężkiej sytuacji zdecydowano się naruszyć pierwszą dyrektywę. Oto nauczono kapłana konserwacji, obsługi systemu pogodowej wieży. Kapitan statku Michael Burnham nie wprowadziła kapłana w błąd, że jest boginią, mimo że mogła uczynić to z wielką łatwością. Naprawiona przez Michael Burnham wieża deszczowa w końcu i tak przestałaby działać... Ludność rdzenna musiała więc koniecznie nauczyć się obsługiwać, rozumieć ów pogodowe maszyny, te całe systemy. Takie instalacje, takie obiekty techniczne, systemy trzeba konserwować, trzeba przeprowadzać wobec ów wież pewne czynności techniczne. Co jakiś czas. A zatem kapłan został tej konserwacji systemu nauczony. Zresztą ten człowiek bał się, jak to wszystko wyjaśni ludziom, oznajmił on do Michael, że nieskładanie ofiar zawsze kończyło się przemocą. Czyli nie był to taki dobry, wspaniały, pozbawiony zła lud, jak by się mogło wydawać...
Jednak społeczeństwa mogą ulegać transformacjom, przemianom dobrym. Oto mogą społeczeństwa pozytywnie ewoluować. Nawet i prości Halemnici mogli dowiedzieć się o technologii wież deszczowych, o dbaniu o nie, jak też o kosmitach, o rozwiniętym życiu spoza ich pustynnej planety. Nie doprowadziłoby to do zagłady, do żadnej zguby całego społeczeństwa. Uświadomienie prawdy mogłoby temu społeczeństwu w istocie dopomóc. Jednak, może wiedza tajemna mogła być przekazywana tylko w pewnych kręgach, zwłaszcza wśród kapłanów Szczytu? Wśród elit? Może nie bez powodu wiedza tajemna została ujawniona wyłącznie kapłanowi Szczytu, a nie całemu społeczeństwu? Swe słowa kapitan statku Michael skierowała do kapłana, to jemu całą prawdę, fakty wyjawiła, a nie tłumowi.
Nie wiadomo, jak dalej rozwijało się społeczeństwo Halemnitów - po wizycie na tej planecie przedstawicielek statku Discovery. Można jedynie gdybać. Być może po upływie stosownie długiego czasu społeczeństwo Halemnitów przekształciło się z rolniczo-zbierackiego na industrialne. A może kiedyś mogłoby się ono przekształcić w społeczeństwo worpowe? Nie wiadomo.
Podsumowując, ciekawy odcinek wspaniałego serialu science-fiction uświadamia, iż zaawansowana technologia łączy się nierozerwalnie z odpowiedzialnością. Gdyby nie wsparcie, gdyby nie pomoc załogi statku Discovery, cała społeczność Halemnitów wymarłaby wkrótce, bezpowrotnie. Bezsprzecznie. Co więcej, odcinek serialu uświadamia nam, iż niektóre prawa, niektóre społeczne normy, normy prawne mogą być niewłaściwe, niesłuszne, niedobre, jak choćby norma społeczna polegająca na składaniu ofiar z ludzi w celu uzyskania deszczu, w celu cudownego zesłania opadów, w celu przebłagania bóstw, uzyskania ich łaskawości.
Sama zresztą pierwsza dyrektywa, mimo że taka niby nowoczesna, taka niby przyszłościowa, taka niby wypracowana dokładnie prawna norma, nie pozbawiona jest wad. Przecież Halemnici, którzy zgodnie z tą dyrektywą nie mogli się dowiedzieć o technologii deszczowych wież, nie mogli ich konserwować, obsługiwać, naprawiać, a wiadomo było od początku, że takie obiekty techniczne w końcu się mogą zepsuć, uszkodzić, że mogą w końcu przestać funkcjonować, przestać działać, zwłaszcza po upływie tylu wieków, po tylu setkach lat - to przecież oczywiste. Nikt się o Halemnitów nie troszczył, kto znał się na obsłudze ów technologii. A zatem pozostawiono Halemnitów samych sobie, pozostawiono ich na pastwę losu.
Zakamuflowanie technologii, technicznych obiektów doprowadziło do złych konsekwencji, skutków w postaci ukształtowania się okropnego systemu wierzeń, systemu religijnego opartego na ofiarach z ludzi i na społecznych konfliktach.
Na domiar tego nie można zapominać, iż życie codzienne u Halemnitów obfitowało w trudy oraz w cierpienia. Technika mogłaby przecież im pomóc odpowiednio, zapewniając temu ludowi należyty komfort życiowy. A mimo to zdecydowano się nie ingerować w naturalny rozwój tej cywilizacji prymitywnej. Michael oraz Tilly nie mogły i nie chciały uzdrowić cierpiącej na duszności z powodu pyłu kobiety soniczną falą, bo naruszałoby to pierwszą dyrektywę. Halemnici mają wiele słów na rany, na pył, na cierpienia oraz trudy, nie znają zaawansowanej techniki, która mogłaby ułatwić im żywot. A choć nie mają oni słów oznaczających społeczne klasy, społeczne statusy i choć uznają oni aż trzy tożsamości płciowe, to i tak u tego ludu występują okropne, obrzydłe, wymyślone wierzenia religijne, oparte na ofiarach z ludzi. Umiejący otwierać i zamykać drzwi w deszczowej wieży kapłan poinformował Michael Burnham, iż nieskładanie ofiar kończyło się przemocą, a zatem różnymi społecznymi konfliktami. Różni ludzie zatem tych ofiar chcieli, pragnęli, co pokazuje, że to społeczeństwo nie było aż takie dobre i wspaniałe, jak na początku mogło się wydawać. Jednakże na łonie owego społeczeństwa egzystowały jednostki, które były gotowe do reform, do pozytywnych społecznych przemian.
Motywy: deszczowej wieży i modyfikowania pogody obecne w serialu „Star Trek: Discovery” uważam za bardzo ciekawe. Obecne na pustynnym świecie deszczowe wieże pokazują, uświadamiają, iż można kontrolować, kształtować, modyfikować pogodę i jest to dobre, pozytywne oraz nieszkodliwe. Ponadto zaawansowana technika łączy się z odpowiedzialnością za nią. Technika może pomagać inteligentnym gatunkom, pozytywnie wpływać na życie organizmów.




















